- Co ja ci takiego zrobiłem, że aż tak mnie nie znosisz? - zapytał chłopak.
- Serio się pytasz? Dwa razy siłą wpakowałeś mnie do swojego auta bez mojej zgody, w dodatku raz zostawiając mnie w nim przez pół nocy i mnie pocałowałeś choć tego nie chciałam.
- Gdybyś dała mi dojść do słowa na tej imprezie to wiedziałabyś, że chciałem cię przeprosić za ten pocałunek. Ale przypominam ci, że uratowałem cię przed prawdopodobnym gwałtem.
- Za to już ci dziękowałam.
- W ramach podziękowania musisz iść ze mną do kawiarni.
- Nie. Nie mogę.
- Dlaczego?
- Mam karę. Przez ciebie w dodatku.
- Oj nikt się nie zorientuje. Chodź dalej.
- No naprawdę nie mogę Harry.
- Na godzinę, chociaż.
- Godzina i ani minuty dłużej - odpowiedziałam i ruszyliśmy do kawiarni, która była na rogu. Zajęliśmy stolik i złożyliśmy zamówienie. Ja wzięłam kawę mrożoną i pucharek lodów truskawkowych, natomiast Harry koktajl truskawkowy i babeczkę jagodową.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytał chłopak, a ja spojrzałam na niego jak na wariata. - No co?
- Serio chcesz coś o mnie wiedzieć?
- Tak. A co w tym dziwnego?
- No nic. A co chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek.
- Ehh.. No więc mam starszą siostrę, która pracuje w kawiarnii niedaleko naszej szkoły, ale niedługo może wyjedzie do L.A. Jestem pochodzenia Polsko - Brytyjskiego i przez 10 lat mieszkałam w Polsce, gdzie mieszkają moi dziadkowie. Uwielbiam siatkówkę, wesołe miasteczka. Chciałabym skoczyć na bungee, nauczyć się grać na perkusji i zrobić sobie tatuaż. Chyba tyle.
- Masz naturalny akcent brytyjski, pomimo mieszkania w Polsce przez 10 lat.
- Moi rodzice od małego uczyli mnie i moją siostrę angielskiego. Mój tata jest brytyjczykiem i chcieli żebyśmy umiały posługiwać się w obu językach.
- A skąd pomysł na skok na bungee?
- Szczerze to sama nie wiem. Jakoś tak zawsze chciałam to zrobić, albo skoczyć ze spadochronem.
- Ciekawe zainteresowanie - powiedział puszczając oczko, na co się uśmiechnęłam. Teraz wydaje się zupełnie innym chłopakiem niż jest zazwyczaj. Pomimo tego że go nie lubie, to o wiele bardziej lubię jego dzisiejszą stronę. W końcu kelner przyniósł nasze zamówienia.
- Kiedy masz urodziny?
- 5 sierpnia. A co? - zapytałam zdziwiona tym pytaniem.
- Nie nic, tak z ciekawości pytam. - Rozmawialiśmy przez bitą godzinę na przeróżne tematy. Śmialiśmy się z nauczycieli ze szkoły, dowiedziałam się że Harry też ma siostrę i jaki sport kiedyś uprawiał. Po godzinie postanowiłam się zbierać.
- Ja już powinnam iść, naprawdę nie chcę mieć jeszcze bardziej przechalpane - powiedziałam wyjmując portfel z torebki.
- Zostaw, ja zapłacę - powiedział chłopak.
- Ale ja mogę....
- Nie dyskutuj ze mną.
- No dobrze - Harry zapłacił kelnerowi i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
- Wiesz że nie musisz mnie odprowadzać?
- Wiem, ale chcę.
- Proszę proszę. Niezłą sobie lalunie znalazłeś, Styles - odezwał się głos za nami, a my oboje w tym samym czasie się odwróciliśmy.
- Odwal się od niej Baker - odpowiedział Harry temu facetowi.Był to wysoki mężczyzna z zupełnie inną posturą niż Harry. Widać było jego mięśnie przez które wyglądał na grubszego.
- Co tak ostro? Lepiej jej pilnuj, bo nie znasz dnia ani godziny - powiedział z chytrym uśmiechem i odszedł w przeciwną stronę.
- Um... Harry? Możesz mnie odwieść do domu? - zapytałam i od razu pokierowaliśmy się w stronę jego samochodu. - Powiesz mi kto to był?
- Nikt ważny - odpowiedział dalej patrząc na drogę.
- Harry! Jak nikt ważny? Dlaczego mówił o mnie? - zapytałam zdenerwowana, bo po raz kolejny mnie zbywa. Właśnie podjechaliśmy pod mój dom, Harry wyłączył silnik i odwrócił się w moją stronę.
- Mam z tym człowiekiem na pieńku. Kiedyś zrobiłem coś co mu się nie spodobało i od tej pory próbuję mnie załatwić. Zapamiętaj Laura jedno, jeżeli gdziekolwiek go zobaczysz masz uciekać i dzwonić do mnie. Rozumiesz?
- Ale dlaczego? W coś ty mnie kurwa wpakował? Nie chcę być przez kogoś ścigana czy obserwowana!
- Wiem przepraszam, okej? Po prostu nie mogę trzymać się od ciebie z daleka.
- Dlaczego?
- Może kiedyś to zrozumiesz, a teraz pamiętaj to o czym ci mówiłem. Będę cię miał na oku, więc się nie martw.
- Nie martw się?! Żartujesz sobie?
- Laura proszę. Wiem że mnie nie lubisz, ale teraz najważniejsze dla mnie jest twoje bezpieczeństwo.
- No dobrze. Okej. Teraz muszę iść.
- Uważaj na siebie, gdyby coś to dzwoń o każdej porze.
- Fajnie się gadało dzisiaj. Pa - powiedziałam i szybko wysiadłam z samochodu. Gdy byłam za drzwiami, spojrzałam przez wizjer czy Harry jeszcze tam był. Stał jeszcze chwilę i odjechał. Zaniosłam swoją torbę do pokoju i wróciłam do kuchni na kolację. Po niej poszłam się wykąpać i pooglądać telewizję.Nic specjalnego się nie działo, a ja byłam strasznie wykończona i zasnęłam w połowie filmu.
Obudził mnie dotyk na policzku. Zrzuciłam czyjąś rękę i chciałam spać dalej, ale ręka znowu dotykała mojego policzka.
- Mamo jeszcze chwila - powiedziałam i usłyszałam chichot, który nie należał do mojej mamy, ale do jakiegoś mężczyzny. Pospiesznie otworzyłam oczy i zobaczyłam na moim łóżku Harrego.
- Harry? Co ty tutaj robisz?
- Przyszedłem zobaczyć czy wszystko w porządku. Było jakieś światło to myślałem że nie śpisz i wszedłem. Słodko wyglądasz jak śpisz - powiedział, a mojej policzki przybrały czerwony kolor podczas jego ostatniego zdania.
- Jak się tu dostałeś?
- Przez okno.
- Często coś takiego robisz?
- Częściej do domu wchodzę przez drzwi - odpowiedział wyszczerzony.
- Nie mogłeś napisać sms'a?
- Wolałem przyjść osobiście
- Wszedłeś, zobaczyłeś że wszystko okej, a teraz możesz iść.
- Ale ty jesteś niegrzeczna.
- Myślałam że już o tym wiesz - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
- Dobra już dobra. Idę. Uważaj na siebie... skarbie - powiedział na co spiorunowałam go wzrokiem. Po chwili był za oknem i widziałam jak wsiada do swojego auta i odjeżdża. Ja wróciłam do łóżka i starałam się zasnąć, ale w głowie cały czas miałam słowa tego faceta. Trochę się go wystraszyłam, ale Harry powiedział że moje bezpieczeństwo jest dla niego ważne i będzie mnie chronił, więc chociaż w tej kwestii postanowiłam mu zaufać
- Hej mamo! - powiedziałam wchodząc do kuchni rano - Gdzie wszyscy?
- Tata pojechał w nocy w delegację bo do niego zadzwonili, a twoja siostra jeszcze śpi.
- Yhmm - mruknęłam pod nosem i zabrałam się za robienie sobie śniadania, które składało się z płatków czekoladowych i zimnego mleka. Po posiłku odstawiłam miskę do zlewu i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Dzisiaj była straszna ulewa i zapowiadało się że będzie burza, której nie znoszę. To niby nic takiego, ale tak już mam. Nienawidzę jej. Kończąc rozmyślenia o burzy, wyszłam z pod prysznica, dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem i założyłam ubrania. Wróciłam do swojego pokoju i wzięłam laptopa. Sprawdziłam różne portale społecznościowe i włączyłam sobie film " Po prostu walcz". Bardzo mi się spodobał. Gdy się skończył postanowiłam zejść na dół i zobaczyć co moja mama porabia, bo nic innego nie zostało mi do roboty.
- Co tam mamuś? - zapytałam z uśmiechem moją rodzicielkę, która krzątała się po kuchni.
- No nic, dużo roboty. Właściwie to... - przerwał jej dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Tak jak moja mama nie miałam pojęcia kto e być, no bo komu chcę się wychodzić w taką pogodę? Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się zakapturzona postać. Wyglądał na faceta, ale nie mogłam powiedzieć kto to był bo głowę miał nisko spuszczoną, lecz po chwili podniósł ją do góry.
- Harry? Co ty tu robisz? I to w taką pogodę? - zadawałam pytanie za pytaniem.
- Przyszedłem cię wyciągnąć z domu.
- To ci się chyba nie uda, bo jakbyś nie pamiętał to mam jeszcze karę.
- Oj no nie mów że z ciebie to taki świętoszek jest.
- Uwierz wole posiedzieć w domu do końca miesiąca niż pół roku! - powiedziałam
- Mogę wejść? Trochę tu zimno. - zapytał.
- A nie możesz wrócić do domu? - zapytałam i niechętnie wpuściłam go do środka.
- Kto to skarbie? - w przedpokoju pojawiła się moja mama
- Dzień dobry - powiedział uprzejmie chłopak.
- Dzień dobry - moja rodzicielka posłała uśmiech w jego stronę
- Mamo to jest Harry, przyszedł bo chciał żebym gdzieś z nim wyszła.
- A gdzie chcecie się wybrać?
- Chciałem zabrać Laurę na zakupy żeby pomogła mi wybrać ubrania na ślub mojego kuzyna - odpowiedział jej Harry a ja wyszczerzyłam oczy.
- O. To Laura z pewnością ci pomoże.
- Yyym... Ja nie mogę. Mam przecież karę. Musisz poprosić kogoś innego - oznajmiłam a w tym momencie na dół zeszła moja siostra - Poza tym miałam robić już coś z Sofii.
- Co niby? - zapytała , a ja nadepnęłam na jej stopę i głupkowato wyszczerzyłam w stronę Harrego. - A to. Zrobimy to kiedy indziej, nie martw się. - odparła złośliwie.
- No widzisz. Idźcie już i nie wracaj zbyt późno. - powiedziała moja mama. Harry pożegnał ją krótkim do widzenia i wyciągnął mnie za rękę z domu. Szybko przebiegliśmy przez deszcz do jego samochodu i ruszyliśmy jak mniemam w stronę galerii.
- To czego szukamy? - zapytałam wchodząc z nim do dużego budynku w którym znajdowało się centrum handlowe.
- Tego co ci mówiłem - odparł.
- Serio idziesz na ślub?
- Tak.
- Jakoś cie nie widzę w garniturze.
- Źli chłopcy też je czasami zakładają, a ja zostałem do tego zmuszony.Nic nie mogę już na to poradzić - odpowiedział i zaczęła się nasza bieganina.Chodziliśmy od jednego sklepu do drugiego, co w sumie było raz winą Harrego, a raz moją, bo kiedy mi się coś podobało to jemu coś w tym nie pasowało i na odwrót. Oboje mieliśmy już naprawdę dosyć, ale się nie poddaliśmy. Wreszcie trafiliśmy do sklepu gdzie garnitur dla niego spodobał się mi i jemu.
- No i kupione. - powiedział Harry gdy wychodziliśmy ze sklepu - Nie było tak źle, co?
- Było koszmarnie. Nigdy więcej nie idę z tobą na zakupy. Nigdy! -odparłam na co Harry się zaśmiał.
- To teraz po jedzenie?
- Chciałabym ale nie mogę. Mam dzisiaj siłownię i muszę tam być za pół godziny.
- Serio? Bo ja też mam. Chodź zawieziemy to weźmiemy ciuchy i pojedziemy razem.
- Nie chce mi się. Odpocznijmy chwilę - poprosiłam Harrego, ale on stał i wpatrywał się we mnie, aż w końcu podszedł do mnie i niespodziewanie przerzucił przez ramię łapiąc mnie nad kolanami.
- Aaaa! Harry! - pisnęłam - Puszczaj mnie!
- Przed chwilą byłaś zmęczona, więc pomagam ci dotrzeć do samochodu - odpowiedział i po prostu wiedziałam że na jego ustach pojawił się ten słynny uśmieszek. Ludzie gapili się na nas jak na dziwolągów. Jeszcze podczas szukania garnituru dużo dziewczyn przyglądało się Harremu i nie mam pojęcia, ale chyba zaczęłam być.... zazdrosna? Nie, nie to nie jest prawda. Pewnie mi się coś pomyliło. Nie będę więcej o tym myślała. Harry podszedł do samochodu, otworzył drzwi, posadził mnie na fotelu i poszedł na drugą stronę.
- Wiesz że mogłabym sama tutaj przyjść?
- Ależ oczywiście wiem że mogłabyś, ale czy tak nie było zabawniej?
- Zależy dla kogo - odparłam patrząc za okno. Pogoda była jeszcze gorsza niż rano. W takie dni o wiele bardziej wole siedzieć w domu i oglądać filmy, niż biegać po galerii. Najpierw podjechaliśmy do mojego domu, skąd zabrałam swoją torbę i wróciłam do samochodu. Dom Harry'ego był śliczny i w dodatku duży. Weszliśmy do środka a mnie zatkało. Był jeszcze ładniejszy w środku niż na zewnątrz.
- Poczekaj tu, ja zaraz przyjdę - powiedział i pobiegł schodami zapewne do swojego pokoju.
poniedziałek, 17 marca 2014
niedziela, 2 lutego 2014
Rozdział 5
- Eee..... późno - jąkałam się.
- Czy czas do 24:00 ci nie starcza? - zapytała ostro mama.
- No starcza, ale no wczoraj....
- No opowiedz co wczoraj się takiego wydarzyło, że wróciłaś tak późno
- No Monica za dużo wypiła i odprowadziłam ją do domu, żeby nic po drodze jej się nie stało - nie najgorsze to kłamstwo. Mam nadzieję, że się nie zorientują.
- Świetnie, że martwisz się o przyjaciółkę, ale nie mogłyście wyjść prędzej?
- Straciłam poczucie czasu.
- To dzięki temu siedzisz w domu do końca miesiąca - powiedział mój tato.
- Że co?! Tato nie możesz mi tego zrobić! Do końca miesiąca zostało ponad dwa tygodnie!
- Trudno. Skupisz się na nauce, a nie na chłopakach i imprezach. - odpowiedział surowo i wiedziałam, że nie mam się po co kłócić, bo i tak już przegrałam
- Tato pozwól, że przypomnę ci o tym, iż nigdy nie miałam chłopaka, a na imprezy chodzę raz w miesiącu! - zabrzmiało to ostrzej niż miałam nadzieję, ale po tych słowach szybko wyszłam z domu trzaskając przy okazji drzwiami. To było naprawdę niesprawiedliwe , że przez jedno głupie spóźnienie mam karę. No trudno wyżyję się na siłowni i Harry'm jeśli będę miała pecha i go spotkam.
- I mam karę do końca miesiąca - skończyłam opowiadać Mo co działo się po imprezie.
- Co za typek! Laura musisz coś z tym zrobić.
- Myślisz, że nie wiem? Dobra spadam na lekcje. Do zobaczenia - pocałowałam przyjaciółkę w policzek i ruszyłam w stronę klasy, czyli na drugi koniec szkoły.
- Cześć skarbie - usłyszałam przy uchu.
- Czego chcesz Harry? - zapytałam groźnie patrząc w jego oczy.
- Jedziemy na przejażdżkę - powiedział.
- Sam sobie jedź.
- Oj no przestań i tak wiem, że ze mną pojedziesz, więc nie rób problemu.
- Harry, ja idę na lekcje i mam gdzieś twoje zachcianki - odpowiedziałam i ruszyłam dalej, jednak po chwili wyprzedził mnie i stojąc przede mną złapał za oba nadgarstki. - Harry! Puść mnie do cholery! - próbowałam wyrwać ręce z jego uścisku, ale im dłużej się szamotałam, tym mocniej zaciskał dłonie na moich nadgarstkach, sprawiając mi tym samym coraz więcej bólu.
- Powiedziałem, że jedziemy, a nie lubię jak ktoś mi się sprzeciwia - warknął, a ja mimochodem spojrzałam na jego twarz. Zieleń jego oczu przybrała na intensywności, więc wiedziałam już, że jest porządnie wkurzony. Nie wróżyło to nic dobrego.
- Puść mnie! - krzyknęłam znowu, głośniej niż zamierzałam. Jednak to znowu nie poskutkowało. Szarpnęłam rękami, próbując się wyrwać, ale zamiast mnie puścić, Harry przyciągnął mnie bliżej siebie. Moje zaciśnięte pięści dotykały jego umięśnionej klatki piersiowej,a wokół siebie czułam ciepło jego oddechu. Patrzyłam w oczy tego denerwującego chłopaka, dopóki w końcu mnie nie puścił. Zdziwiło mnie to, że po tak długiej kłótni po prostu odpuścił, ale zrozumiałam dlaczego, dopiero, kiedy zauważyłam, że nie patrzy się już na mnie, a na coś, za moimi plecami. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się nauczycielka, z którą powinnam mieć teraz lekcje. Widocznie, tak samo jak ja, była spóźniona.
- Wszystko w porządku? - zapytała, przyglądając się to mi, to Harremu.
- Tak - odparł szybko chłopak - Takie koleżeńskie przepychanki - powiedział, jakby nigdy nic i łokciem szturchnął mnie w przedramię. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc oddałam mu, uderzając z pięści w jego ramie, zdecydowanie mocniej niż on mnie, ale nawet nie drgnął.
- Właśnie - dodałam z uśmiechem.
- Więc skoro już skończyliście, zapraszam cię na lekcje. - zwróciła się do mnie, posyłając mi srogie spojrzenie.
- Tak, tak, już idę. - rzuciłam szybko i nie odzywając się już do Harrego popędziłam za nauczycielką, dziękując jej w duchu za ratunek, którego nawet nie była świadoma.
- Mamo wychodzę!
- Dokąd idziesz? Masz przecież karę - odpowiedziała moja rodzicielka.
- Na siłownie, sama wykupiłaś mi karnet. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam. Dobra idź, ale po tym od razu do domu.
Po jej słowach zatrzasnęłam za sobą drzwi, wsadziłam słuchawki w uszy i ruszyłam w rytm grającej muzyki. Na siłownie nie mam daleko więc po 20 minutach byłam już na miejscu. Mo miała przyjść ze mną, ale zrezygnowała, bo umówiła się na spotkanie z Josh'em. Poszłam do szatni przebrać się w strój do ćwiczeń, zabrałam z torby wodę i poszłam ćwiczyć. Najpierw poszłam na bieżnię, zaczęłam od maszerowania i z czasem zwiększałam prędkość. Biegłam sobie tak przez godzinę i poszłam gdzie indziej. Po kolejnej godzinie ćwiczeń na innych przyrządach ruszyłam w stronę szatni. Przechodząc obok ringu zauważyłam Harrego trenującego z jakimś mężczyzną. Miał na sobie granatowe spodnie do kolan i adidasy. Gdy wymierzał ciosy jego mięśnie na plecach mocno się napinały. Stanęłam tak i przez jakiś czas go obserwowałam. Był naprawdę dobry w tym, jego ruchy były mocne i zdecydowane, a facet, który z nim trenował co jakiś czas chwiał się do tyłu.
- Dobra na dzisiaj koniec. Świetnie się spisałeś - powiedział facet do Harrego, a ja w tym samym czasie się ocknęłam i szybko ruszyłam do szatni, ale chłopak zdążył mnie zauważyć.
- No cześć Laura. Co ty tu robisz? - zapytał Harry, kiedy stałam do niego odwrócona.
- Przyszłam sobie poćwiczyć - odpowiedziałam i odwróciłam się do niego przodem.
- Wyglądało na to, że przyszłaś pogapić się na mnie, a nie poćwiczyć - stwierdził z uśmiechem na ustach Harry.
- Przywidziało ci się. Nie bądź taki pewny siebie - odpowiedziałam i ruszyłam do szatni. Wzięłam prysznic, przebrałam się w moje ciuchy i wyszłam przed budynek, gdzie czekał Harry oparty o ścianę. Gdy tylko mnie zobaczył ruszył w moją stronę.
- Czekałem na ciebie
- Nie wiem po co. Nigdzie z tobą nie idę.
- Oj daj spokój
- Odwal się Harry, nie chcę mieć przez ciebie kolejnych kłopotów.
***************************************************************
DZIĘKUJE PAOLI ZA NAPISANIE KAWAŁKA TEGO, BO DOPADŁ MNIE STRAAASZNY BRAK WENY ;/ TU JEST JEJ BLOG, WPADNIJCIE !!! http://lovetheorginals.blogspot.com/
- Czy czas do 24:00 ci nie starcza? - zapytała ostro mama.
- No starcza, ale no wczoraj....
- No opowiedz co wczoraj się takiego wydarzyło, że wróciłaś tak późno
- No Monica za dużo wypiła i odprowadziłam ją do domu, żeby nic po drodze jej się nie stało - nie najgorsze to kłamstwo. Mam nadzieję, że się nie zorientują.
- Świetnie, że martwisz się o przyjaciółkę, ale nie mogłyście wyjść prędzej?
- Straciłam poczucie czasu.
- To dzięki temu siedzisz w domu do końca miesiąca - powiedział mój tato.
- Że co?! Tato nie możesz mi tego zrobić! Do końca miesiąca zostało ponad dwa tygodnie!
- Trudno. Skupisz się na nauce, a nie na chłopakach i imprezach. - odpowiedział surowo i wiedziałam, że nie mam się po co kłócić, bo i tak już przegrałam
- Tato pozwól, że przypomnę ci o tym, iż nigdy nie miałam chłopaka, a na imprezy chodzę raz w miesiącu! - zabrzmiało to ostrzej niż miałam nadzieję, ale po tych słowach szybko wyszłam z domu trzaskając przy okazji drzwiami. To było naprawdę niesprawiedliwe , że przez jedno głupie spóźnienie mam karę. No trudno wyżyję się na siłowni i Harry'm jeśli będę miała pecha i go spotkam.
- I mam karę do końca miesiąca - skończyłam opowiadać Mo co działo się po imprezie.
- Co za typek! Laura musisz coś z tym zrobić.
- Myślisz, że nie wiem? Dobra spadam na lekcje. Do zobaczenia - pocałowałam przyjaciółkę w policzek i ruszyłam w stronę klasy, czyli na drugi koniec szkoły.
- Cześć skarbie - usłyszałam przy uchu.
- Czego chcesz Harry? - zapytałam groźnie patrząc w jego oczy.
- Jedziemy na przejażdżkę - powiedział.
- Sam sobie jedź.
- Oj no przestań i tak wiem, że ze mną pojedziesz, więc nie rób problemu.
- Harry, ja idę na lekcje i mam gdzieś twoje zachcianki - odpowiedziałam i ruszyłam dalej, jednak po chwili wyprzedził mnie i stojąc przede mną złapał za oba nadgarstki. - Harry! Puść mnie do cholery! - próbowałam wyrwać ręce z jego uścisku, ale im dłużej się szamotałam, tym mocniej zaciskał dłonie na moich nadgarstkach, sprawiając mi tym samym coraz więcej bólu.
- Powiedziałem, że jedziemy, a nie lubię jak ktoś mi się sprzeciwia - warknął, a ja mimochodem spojrzałam na jego twarz. Zieleń jego oczu przybrała na intensywności, więc wiedziałam już, że jest porządnie wkurzony. Nie wróżyło to nic dobrego.
- Puść mnie! - krzyknęłam znowu, głośniej niż zamierzałam. Jednak to znowu nie poskutkowało. Szarpnęłam rękami, próbując się wyrwać, ale zamiast mnie puścić, Harry przyciągnął mnie bliżej siebie. Moje zaciśnięte pięści dotykały jego umięśnionej klatki piersiowej,a wokół siebie czułam ciepło jego oddechu. Patrzyłam w oczy tego denerwującego chłopaka, dopóki w końcu mnie nie puścił. Zdziwiło mnie to, że po tak długiej kłótni po prostu odpuścił, ale zrozumiałam dlaczego, dopiero, kiedy zauważyłam, że nie patrzy się już na mnie, a na coś, za moimi plecami. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się nauczycielka, z którą powinnam mieć teraz lekcje. Widocznie, tak samo jak ja, była spóźniona.
- Wszystko w porządku? - zapytała, przyglądając się to mi, to Harremu.
- Tak - odparł szybko chłopak - Takie koleżeńskie przepychanki - powiedział, jakby nigdy nic i łokciem szturchnął mnie w przedramię. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc oddałam mu, uderzając z pięści w jego ramie, zdecydowanie mocniej niż on mnie, ale nawet nie drgnął.
- Właśnie - dodałam z uśmiechem.
- Więc skoro już skończyliście, zapraszam cię na lekcje. - zwróciła się do mnie, posyłając mi srogie spojrzenie.
- Tak, tak, już idę. - rzuciłam szybko i nie odzywając się już do Harrego popędziłam za nauczycielką, dziękując jej w duchu za ratunek, którego nawet nie była świadoma.
- Mamo wychodzę!
- Dokąd idziesz? Masz przecież karę - odpowiedziała moja rodzicielka.
- Na siłownie, sama wykupiłaś mi karnet. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam. Dobra idź, ale po tym od razu do domu.
Po jej słowach zatrzasnęłam za sobą drzwi, wsadziłam słuchawki w uszy i ruszyłam w rytm grającej muzyki. Na siłownie nie mam daleko więc po 20 minutach byłam już na miejscu. Mo miała przyjść ze mną, ale zrezygnowała, bo umówiła się na spotkanie z Josh'em. Poszłam do szatni przebrać się w strój do ćwiczeń, zabrałam z torby wodę i poszłam ćwiczyć. Najpierw poszłam na bieżnię, zaczęłam od maszerowania i z czasem zwiększałam prędkość. Biegłam sobie tak przez godzinę i poszłam gdzie indziej. Po kolejnej godzinie ćwiczeń na innych przyrządach ruszyłam w stronę szatni. Przechodząc obok ringu zauważyłam Harrego trenującego z jakimś mężczyzną. Miał na sobie granatowe spodnie do kolan i adidasy. Gdy wymierzał ciosy jego mięśnie na plecach mocno się napinały. Stanęłam tak i przez jakiś czas go obserwowałam. Był naprawdę dobry w tym, jego ruchy były mocne i zdecydowane, a facet, który z nim trenował co jakiś czas chwiał się do tyłu.
- Dobra na dzisiaj koniec. Świetnie się spisałeś - powiedział facet do Harrego, a ja w tym samym czasie się ocknęłam i szybko ruszyłam do szatni, ale chłopak zdążył mnie zauważyć.
- No cześć Laura. Co ty tu robisz? - zapytał Harry, kiedy stałam do niego odwrócona.
- Przyszłam sobie poćwiczyć - odpowiedziałam i odwróciłam się do niego przodem.
- Wyglądało na to, że przyszłaś pogapić się na mnie, a nie poćwiczyć - stwierdził z uśmiechem na ustach Harry.
- Przywidziało ci się. Nie bądź taki pewny siebie - odpowiedziałam i ruszyłam do szatni. Wzięłam prysznic, przebrałam się w moje ciuchy i wyszłam przed budynek, gdzie czekał Harry oparty o ścianę. Gdy tylko mnie zobaczył ruszył w moją stronę.
- Czekałem na ciebie
- Nie wiem po co. Nigdzie z tobą nie idę.
- Oj daj spokój
- Odwal się Harry, nie chcę mieć przez ciebie kolejnych kłopotów.
***************************************************************
DZIĘKUJE PAOLI ZA NAPISANIE KAWAŁKA TEGO, BO DOPADŁ MNIE STRAAASZNY BRAK WENY ;/ TU JEST JEJ BLOG, WPADNIJCIE !!! http://lovetheorginals.blogspot.com/
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)