niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 5

- Eee..... późno - jąkałam się.
- Czy czas do 24:00 ci nie starcza? - zapytała ostro mama.
- No starcza, ale no wczoraj....
- No opowiedz co wczoraj się takiego wydarzyło, że wróciłaś tak późno
- No Monica za dużo wypiła i odprowadziłam ją do domu, żeby nic po drodze jej się nie stało - nie najgorsze to kłamstwo. Mam nadzieję, że się nie zorientują.
- Świetnie, że martwisz się o przyjaciółkę, ale nie mogłyście wyjść prędzej?
- Straciłam poczucie czasu.
- To dzięki temu siedzisz w domu do końca miesiąca - powiedział mój tato.
- Że co?! Tato nie możesz mi tego zrobić! Do końca miesiąca zostało ponad dwa tygodnie!
- Trudno. Skupisz się na nauce, a nie na chłopakach i imprezach. - odpowiedział surowo i wiedziałam, że nie mam się po co kłócić, bo i tak już przegrałam
- Tato pozwól, że przypomnę ci o tym, iż nigdy nie miałam chłopaka, a na imprezy chodzę raz w miesiącu! - zabrzmiało to ostrzej niż miałam nadzieję, ale po tych słowach szybko wyszłam z domu trzaskając przy okazji drzwiami. To było naprawdę niesprawiedliwe , że przez jedno głupie spóźnienie mam karę. No trudno wyżyję się na siłowni i Harry'm jeśli będę miała pecha i go spotkam.

- I mam karę do końca miesiąca - skończyłam opowiadać Mo co działo się po imprezie.
- Co za typek! Laura musisz coś z tym zrobić.
- Myślisz, że nie wiem? Dobra spadam na lekcje. Do zobaczenia - pocałowałam przyjaciółkę w policzek i ruszyłam w stronę klasy, czyli na drugi koniec szkoły.
- Cześć skarbie - usłyszałam przy uchu.
- Czego chcesz Harry? - zapytałam groźnie patrząc w jego oczy.
- Jedziemy na przejażdżkę - powiedział.
- Sam sobie jedź.
- Oj no przestań i tak wiem, że ze mną pojedziesz, więc nie rób problemu.
- Harry, ja idę na lekcje i mam gdzieś twoje zachcianki - odpowiedziałam i ruszyłam dalej, jednak po chwili wyprzedził mnie i stojąc przede mną złapał za oba nadgarstki. - Harry! Puść mnie do cholery! - próbowałam wyrwać ręce z jego uścisku, ale im dłużej się szamotałam, tym mocniej zaciskał dłonie na moich nadgarstkach, sprawiając mi tym samym coraz więcej bólu.
- Powiedziałem, że jedziemy, a nie lubię jak ktoś mi się sprzeciwia - warknął, a ja mimochodem spojrzałam na jego twarz. Zieleń jego oczu przybrała na intensywności, więc wiedziałam już, że jest porządnie wkurzony. Nie wróżyło to nic dobrego.
- Puść mnie! - krzyknęłam znowu, głośniej niż zamierzałam. Jednak to znowu nie poskutkowało. Szarpnęłam rękami, próbując się wyrwać, ale zamiast mnie puścić, Harry przyciągnął mnie bliżej siebie. Moje zaciśnięte pięści dotykały jego umięśnionej klatki piersiowej,a wokół siebie czułam ciepło jego oddechu. Patrzyłam w oczy tego denerwującego chłopaka, dopóki w końcu mnie nie puścił. Zdziwiło mnie to, że po tak długiej kłótni po prostu odpuścił, ale zrozumiałam dlaczego, dopiero, kiedy zauważyłam, że nie patrzy się już na mnie, a na coś, za moimi plecami. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się nauczycielka, z którą powinnam mieć teraz lekcje. Widocznie, tak samo jak ja, była spóźniona.
- Wszystko w porządku? - zapytała, przyglądając się to mi, to Harremu.
- Tak - odparł szybko chłopak - Takie koleżeńskie przepychanki - powiedział, jakby nigdy nic i łokciem szturchnął mnie w przedramię. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc oddałam mu, uderzając z pięści w jego ramie, zdecydowanie mocniej niż on mnie, ale nawet nie drgnął.
- Właśnie - dodałam z uśmiechem.
- Więc skoro już skończyliście, zapraszam cię na lekcje. - zwróciła się do mnie, posyłając mi srogie spojrzenie.
- Tak, tak, już idę. - rzuciłam szybko i nie odzywając się już do Harrego popędziłam za nauczycielką, dziękując jej w duchu za ratunek, którego nawet nie była świadoma.

- Mamo wychodzę!
- Dokąd idziesz? Masz przecież karę - odpowiedziała moja rodzicielka.
- Na siłownie, sama wykupiłaś mi karnet. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam. Dobra idź, ale po tym od razu do domu.
Po jej słowach zatrzasnęłam za sobą drzwi, wsadziłam słuchawki w uszy i ruszyłam w rytm grającej muzyki. Na siłownie nie mam daleko więc po 20 minutach byłam już na miejscu. Mo miała przyjść ze mną, ale zrezygnowała, bo umówiła się na spotkanie z Josh'em. Poszłam do szatni przebrać się w strój do ćwiczeń, zabrałam z torby wodę i poszłam ćwiczyć. Najpierw poszłam na bieżnię, zaczęłam od maszerowania i z czasem zwiększałam prędkość. Biegłam sobie tak przez godzinę i poszłam gdzie indziej. Po kolejnej godzinie ćwiczeń na innych przyrządach  ruszyłam w stronę szatni. Przechodząc obok ringu zauważyłam Harrego trenującego z jakimś mężczyzną. Miał na sobie granatowe spodnie do kolan i adidasy. Gdy wymierzał ciosy jego mięśnie na plecach mocno się napinały. Stanęłam tak i przez jakiś czas go obserwowałam. Był naprawdę dobry w tym, jego ruchy były mocne i zdecydowane, a facet, który z nim trenował co jakiś czas chwiał się do tyłu.
- Dobra na dzisiaj koniec. Świetnie się spisałeś - powiedział facet do Harrego, a ja w tym samym czasie się ocknęłam i szybko ruszyłam do szatni, ale chłopak zdążył mnie zauważyć.
- No cześć Laura. Co ty tu robisz? - zapytał Harry, kiedy stałam do niego odwrócona.
- Przyszłam sobie poćwiczyć - odpowiedziałam i odwróciłam się do niego przodem.
- Wyglądało na to, że przyszłaś pogapić się na mnie, a nie poćwiczyć - stwierdził z uśmiechem na ustach Harry.
- Przywidziało ci się. Nie bądź taki pewny siebie - odpowiedziałam i ruszyłam do szatni. Wzięłam prysznic, przebrałam się w moje ciuchy i wyszłam przed budynek, gdzie czekał Harry oparty o ścianę. Gdy tylko mnie zobaczył ruszył w moją stronę.
- Czekałem na ciebie
- Nie wiem po co. Nigdzie z tobą nie idę.
- Oj daj spokój
- Odwal się Harry, nie chcę mieć przez ciebie kolejnych kłopotów.

***************************************************************

DZIĘKUJE PAOLI ZA NAPISANIE KAWAŁKA TEGO, BO DOPADŁ MNIE STRAAASZNY BRAK WENY ;/ TU JEST JEJ BLOG,  WPADNIJCIE !!! http://lovetheorginals.blogspot.com/