poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 3

- Gdzie byłaś? - usłyszałam, gdy tylko zamknęłam drzwi.
- Cześć tato, miło cię widzieć - zignorowałam jego pytanie, lecz on nie odpuścił.
- Laura odpowiedz - powiedział, ale ton jego głosu wciąż był łagodny.
- Razem z Monicą wybrałyśmy się do Sofii. Wiem, że powinnam wrócić wcześniej. Przepraszam.
- Nic się nie stało skarbie - odpowiedział mi z uśmiechem. - Obiad zaraz powinien być.
- To dobrze, bo jestem strasznie głodna - zaśmiałam się chwytając przy okazji mój brzuch. Ja ruszyłam już w stronę schodów żeby zanieść swoją torbę do pokoju, ale nagle przypomniałam sobie o dzisiejszej imprezie.
- Tato?
- Tak Laura, o co chodzi?
- Bo wiesz - zaczęłam podchodząc w jego stronę - Dzisiaj jest impreza u Josha z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Mogę iść? Proszę proszę proszę - dokończyłam i zrobiłam słynne oczy Shrek'a, które zawsze działają.
- Dobrze, ale znasz zasady. Zero alkoholu i sex oraz nie wracasz za późno. Jasne?
- Oczywiście. Dziękuję - pisnęłam z radości, dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam do siebie. Szybko napisałam Mo że mogę iść na imprezę, a ona po paru sekundach odpisała że przyjdzie po mnie o 20.
- Laura obiad gotowy! - usłyszałam głos mamy i pędem ruszyłam na dół.
- Co dzisiaj jemy? - zapytałam radośnie.
- Spaghetti - odpowiedziała mama, a moje oczy momentalnie się zaświeciły. Uwielbiałam to danie, pomimo tego że to zwykły makaron z sosem pomidorowym.
- A jak tam pierwszy dzień w szkole? - zapytała moja rodzicielka, gdy już zaczęliśmy jeść.
- Yyy.. no było - przerwałam próbując wybrać odpowiednie słowo - spoko. Tak tak spoko. - serio Laura już nic głupszego chyba wymyślić nie mogłaś. Gratuluje głupoty - karciłam się w myślach za to co powiedziałam.
- Co się stało?
- Nie dlaczego? Po prostu myślę o dzisiejszej imprezie - odpowiedziałam starając się jakoś ominąć temat szkoły.
- Postaraj się późno nie wracać.
- Dobrze mamo, obiecuję. To ja już pójdę do siebie i zacznę się przygotowywać. Było pyszne jak zawsze mamo - powiedziałam kobiecie i udałam się do swojego pokoju. - W co tu się ubrać ? - pytałam po cichu samą siebie. Może to? Nie to trochę za eleganckie jak na imprezę. A może to? O cholerka, za bardzo oczojebne. Ale za to ten zestaw jest świetny! Boże dlaczego ja ciągle mówię do siebie. Powili zaczynam przypominać własną babcie. Dobra koniec już tym. Szybko udałam się do łazienki aby przestać rozmawiać sama ze sobą. Napuściłam do wanny dużo cieplutkiej wody i zanurzyłam się w niej po samą szyję. W wannie siedziałam jakąś godzinę i przy okazji umyłam włosy. Owinęłam swoje mokre ciało ręcznikiem i wzięłam się za suszenie głowy. Mam długie włosy więc zajęło mi to duuużo czasu. Po tym od razu je wyprostowałam i zabrałam się za makijaż. Do imprezy nie zostało mi dużo czasu bo tylko godzina, może lekko ponad. Po makijażu zabrałam się za paznokcie i w tym samym czasie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Tato otwórz, to pewnie Monica - krzyknęłam z pokoju i dalej malowałam pazurki. Po chwili usłyszałam kroki na schodach i moja drzwi się otwarły, a za nimi stała moja najlepsze przyjaciółka.
- Ty jeszcze nie ubrana?
- Już chwilka, tylko skończę i pójdę się ubrać. Ale powiem ci że wyglądasz ślicznie. Josh oszaleje na twoim punkcie.
- No proszę cię. A zmieniając temat. Jak tam koza? Harry też był? - pytała z ciekawością przy okazji ściszając ton swojego melodyjnego głosu.
- Był i w kozie w ogóle się nie odzywał. Ale za to jak szłam do domu  to mnie porwał
- Że co?!
- Wciągnął mnie siłą do samochodu. Ten koleś jest serio coraz dziwniejszy.
- Trzymaj się od niego z daleka
- Próbuję, ale jak na razie marnie mi to wychodzi - odpowiedziałam i poszłam do łazienki założyć wcześniej przygotowane ubrania. Gotowa popsikałam się jeszcze perfumem i razem z Mo zeszłyśmy na dół.
- Ja lecę, do zobaczenia - krzyknęłam przy drzwiach i wyszłyśmy. Była 20 i zaczynało robić się coraz zimnej, ale mi to nie przeszkadzało. Po drodze opowiadałam Mo mój plan jak zeswatać ją z Josh'em i mam nadzieję że to wypali, bo oni świetnie do siebie pasują, choć ona oczywiście temu zaprzecza.
- Nie będziesz nas swatać.
- No ale dlaczego nie? Świetnie się razem dogadujecie i w ogóle do siebie pasujecie.
- Bo nie chce wyjść na idiotkę. On na pewno nic do mnie nie czuje - powiedziała zasmucona.
- To ja go dzisiaj podpytam i się dowiesz, a jeżeli mu się podobasz to o sama zaczniesz działać albo ja się tym zajmę. Zrozumiano?
- Ohh no dobra. Ale wątpię, że coś z tego wyjdzie
- Pleciesz bzdury i tyle. - stwierdziłam z przekonaniem - Chodź jesteśmy już - dokończyłam z uśmiechem spoglądając na duży dom. Przekroczyłyśmy bramę i już przed domem stało parę osób z kubkami wypełnionymi jakimś trunkiem. W środku aż huczało. Czuć było woń alkoholu i papierosów, jak na każdej imprezie. Przeciskałyśmy się przez tłum ludzi, aby znaleźć domownika co udało nam się dopiero po 10 minutach.
- Josh! Hej! - powiedziałam do chłopaka próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Hej wam dziewczyny! Jak się bawicie? - zapytał, ale tylko przez chwilę na mnie popatrzył, bo resztę uwagi poświęcił Mo.
- Dopiero przyszłyśmy i od razu poszłyśmy szukać ciebie! - odkrzyknęła Mo.
- Chcecie jakieś drinki? - zapytał Josh na co Monica ochoczo pokiwała głową.
- Ja dziękuje, bo jeżeli chce jeszcze kiedyś wpaść na imprezę to nie mogę pić - odpowiedział troszkę zasmucona. Oczywiście nie pijałam alkoholu, chyba że jedno piwo ale tylko w wyjątkowych sytuacjach. Są ludzie którzy umieją świetnie bawić się bez alkoholu i ja z pewnością do nich należę.
- My idziemy potańczyć, później najwyżej nas znajdziesz, albo znajdziesz tylko Monicę - oznajmiłam chłopakowi i ciągnąc przyjaciółkę za rękę poszłyśmy potańczyć. Leciały same szybkie kawałki, więc za długo tam nie zostałyśmy. Gdy byłyśmy już na prawdę wykończone ruszyłyśmy w stronę kuchni w celu napicia się czegoś. Tam napotkałyśmy Joh'n, Max'a i Harry'ego i postanowiłyśmy się.... zaraz zaraz Harry?! Co on tu do cholery robi?! Gdybym wiedziała że ON tu będzie to ja na pewno bym się tu nie pojawiła.
No cholera!! Monica też go zauważyła, ale ona nie miała z nim takich problemów jak ja i ruszyła w ich kierunku, a ja żeby nie stać tam jak słup też poszłam.
- Cześć chłopaki. - powiedziała i uśmiechnęła się nawet do Harry'ego, a jeszcze nie dawno kazała mi go unikać.
- Hej dziewczyny - odpowiedział Max z uśmiechem.
- Cześć, my się chyba nie znamy. Harry jestem - powiedział chłopak i wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki.
- Monica, w skrócie Mo - odparła z uśmiechem.
- Cześć Laura - zagadał do mnie lokers, a ja tak bardzo chciałam go unikać - nieźle wyglądasz skarbie - szepnął mi na ucha, a po moim ciele aż przeszły ciarki.
- Taa. Cześć Max, co tam słychać? - zignorowałam Harry'ego i zwróciłam do kolegi.
- A wszystko w porządku, dzięki Laura - odpowiedział puszczając mi oczko na co lekko się zaśmiałam. Widziałam, że Josh przyniósł już Mo alkohol, więc dziewczyna nie za długo utrzyma się na nogach. Mo w żadnym wypadku nie jest jakimś nałogowym alkoholikiem, po prostu uwielbia zabawę i nie kiedy nie umie się powstrzymać. Chwyciłam dziewczynę za ramię i odciągnęłam ją na bok, przy okazji przepraszając chłopaków na moment.
- Słuchaj, chcesz się dowiedzieć czy Josh coś do ciebie czuje? - zapytałam poważnie.
- No chcę chcę.
- To przestań pić. Ja zaraz pójdę z nim pogadać a ty w końcu to odłóż, bo zaraz nie będziesz wiedziała co się dookoła dzieje, a ja nie chcę żebyś później czegoś żałowała. Rozumiesz??
- Dobrze już przestaję. Ale proszę nie rób nic żebym wyszła na idiotkę.
- Obiecuje - odpowiedziałam i podeszłyśmy z powrotem do kumpli. - Josh mogę cię na chwilkę poro....
- Chodź idziemy potańczyć - powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę przerywając w połowie zdania.
- Puść mnie! Nie mam zamiaru z tobą tańczyć! - wyrywałam się ale to nic nie dawało.
- Przestań się opierać
- Cholera człowieku ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Zrozum to wreszcie! - krzyknęłam i myślałam że w końcu odpuści, ale on nie dawał za wygraną.
- Tak tak, ja i tak wiem swoje - odparł z chuligańskim uśmieszkiem.
- Gówno wiesz! Nienawidzę c..- przerwał mi zamykając moje usta w pocałunku.
Z początku nie wiedziałam co się dzieje, ale po chwili się ocknęłam i oderwałam od niego uderzając go w twarz.
- Podła świnia - syknęłam w jego kierunku i odeszłam w miejsce gdzie ostatnio widziałam przyjaciółkę. Na całe szczęście stała tam i gadała z chłopakami, więc postanowiłam podejść.
- Hej Mo możemy pogadać? - zapytałam po cichu dziewczynę, ale jednak na tylko głośno aby usłyszała.
- Pewnie, coś się stało? - zapytała z troską widząc moje zakłopotanie.
- Chodź do łazienki to ci powiem - oznajmiłam i ruszyłam w stronę toalety. Byłyśmy już parę razy u Josh'a w domu, więc mniej więcej wiedziałyśmy co gdzie jest. W łazience na szczęście nikogo nie było, więc szybko tam weszłyśmy i zamknęłyśmy drzwi.
- Co się dzieje Laura? - zapytała mnie Mo
- Harry się stał - odpowiedziałam a patrząc w moje oczy można było zauważyć nienawiść.
- Coś ci zrobił? - spytała trochę nie pewnie.
- O-on... on mnie pocałował. Z początku nie wiedziałam co się dzieję, ale w porę się ogarnęłam i dałam mu w twarz - wyjaśniłam wszystko, natomiast teraz w jej oczach widoczna była ochota zamordowania chłopaka.
- No rozjebie go na kawałki - stwierdziła i już ruszyła w stronę drzwi, ale udało mi się ją zatrzymać.
- Stój! Nie idź nigdzie. Najlepiej będzie jak nikomu o tym nie powiesz, nawet Josh'owi. Po prostu niech to zostanie pomiędzy nami. Okej?
- Ale on cię zranił, zrozum. Nikt tego nie może robić.
- Dobrze, ja wiem. Ale to się już nie powtórzy - zapewniłam ją, a ona po prostu mocno mnie przytuliła.
- Idziemy się jeszcze trochę pobawić, czy spadamy do domu? - spytała, gdy tylko mnie puściła.
- Możemy zostać - uśmiechnęłam się - A jak tam z Josh'em? Widziałam że gadaliście.
- No sama nie wiem. Na razie zostaje tak jak jest, może kiedyś coś z tego wyjdzie - odpowiedział, ale nie była smutna. Wyszłyśmy z toalety,a przed nami pojawił się Styles.
- Możemy pogadać Laura? - zapytał i był aż za nadto uprzejmy, więc wiedziałam że po raz kolejny coś knuje.
- One nie ma ochoty z tobą gadać. Ani teraz ani nigdy więcej, więc spadaj - odpowiedziała Mo. Dobrze wiedziała co w danej chwili czuję, tak jakby czytała mi w myślach.
- A co ty jej prawnik jesteś? - zakpił z niej chłopak.
- A co ci do tego? Jesteś zwykłym dupkiem, a ona się z nimi nie zadaje - odparła ze znaczną złością.
- A z dziwkami się zadaję? Bo z tego co widzę to tak - po raz kolejny z niej zakpił, ale w tym momencie przesadził.
- Odwal się od niej. Ona nie jest dziwką, ale ty jesteś dupkiem i chyba większego na tym świecie się nie da spotkać. Nie mam zamiaru z tobą gadać, ani na ciebie patrzeć, więc zniknij z mojego życia! Daj mi wreszcie spokój! - syknęłam w jego stronę i odeszłam za przyjaciółką. Nikt tak nie będzie mówił o mojej najlepszej przyjaciółce. Dupek jeden! Jeszcze raz wyjedzie z takim tekstem, to może się to dla niego o skończyć bardzo źle. Mo odeszła już szybciej i stała obok chłopaków, a ja poczułam że ktoś ciągnie mnie za łokieć. Pierwsze co pomyślałam to : Harry. Szybko się odwróciłam ale to nie był on, tylko jakiś nawalony typek. Strasznie od niego śmierdział, a on sam ledwo trzymał się na nogach. Próbowałam się wyrywać, ale jak na tak pijanego człowieka był strasznie silny. Zaciągnął mnie w jakiś kąt i pchnął na ścianę. Zaczął się do mnie zbliżać i dobierać się do mnie. Przestraszyłam się nie na żarty i zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej. Nikogo koło nas nie było, a muzyka zagłuszała mój głos. Chłopak zaczął podnosić moją bluzkę, a ja nie miałam możliwości ruchu.
- Nie opieraj się skarbie, wiem że tego chcesz - sapnął mi do ucha. Robiło mi się aż nie dobrze, gdy pomyślałam co może mi się zaraz przydarzyć.
- Zostaw mnie do cholery! Pomocy! - krzyczałam dalej, ale nikt się nie zjawiał. Ten typek zaczął dobierać się do guzika moich spodenek, a w moich oczach pojawiły się łzy. Bałam się, tego co zaraz się stanie, więc zacisnęłam mocno powieki.
- Odwal się od niej! - usłyszałam ale nie rozpoznawałam tego głosu. Po chwili nie czułam na sobie już jego dotyku, ale bałam się otworzyć oczy. Nie wiedziałam co mogę tam zobaczyć, ale się przemogłam i gdy otwarłam to cały obraz był zamazany przez łzy w moich oczach. W końcu poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Cii już nie płacz. Wszystko w porządku? - zapytał ktoś, a ja wtedy podniosłam wzrok i ujrzałam Harrego. Ale co on tu robił? Przecież on mnie nie znosi, najpierw mi grozi, później rozkazuje i porywa, potem niespodziewanie całuje a teraz jeszcze ratuje? Ja już nic z tego nie rozumiem.
- H-harry?! Znowu ty?! - zdziwiona krzyknęłam na niego.
- Laura posłuchaj..- nie dałam mu dokończyć. Tak wiem uratował mnie, ale to i tak nic nie znaczy.
- Nie! Wiesz dziękuję ci za to że uratowałeś mnie przed tym typkiem, ale i tak uważam cię za dupka. Niestety - powiedziałam i odeszłam. Chciałam już wrócić do domu, Od razu ruszyłam na poszukiwania Mo, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Po drodze natknęłam się na Max'a.
- Hej Max, słuchaj. Jak spotkasz Mo to powiesz jej że już musiałam iść? Będę wdzięczna, bo nigdzie nie mogę jej znaleźć - poprosiłam chłopaka.
- Jasne nie ma sprawy. Odprowadzić cię? - zapytał.
- Nie muszę się sama przejść i pomyśleć. Do zobaczenia w szkole - odparłam i wcześniej się żegnając ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam za bramą i skręciłam w prawą stronę żeby dotrzeć do domu. Nagle ktoś chwycił mnie w pasie i ruszył w przeciwną stronę. Po raz kolejny dzisiaj coś mi się przytrafia. Mam tego serdecznie dosyć.
- Puszczaj mnie! - krzyczałam i zaczęłam się wiercić, ale to nic nie dało. Ten ktoś stanął przed samochodem, otworzył drzwi i mnie tam wepchnął. Było za ciemno żeby rozpoznać kto to jest, ale skądś poznawałam ten samochód. Od razu pociągnęłam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Po chwili ktoś otworzył drzwi z drugiej strony i wsiadł do środka  a moim oczom ukazał się HARRY, po raz kolejny tego dnia.
- Co ty znowu odwalasz?! Co?! - spytałam wściekła.
- Zabieram cię - odparł i popatrzył się na mnie.
- Znowu mnie porywasz?! Harry to nie jest zabawne, ja muszę wracać do domu.
- Co grzeczna córunia musi już być w łóżeczku? - zakpił ze mnie.
- Harry! Nie chcę mieć przez ciebie kłopotów, do cholery! Masz mnie wypuścić, albo jak tak bardzo pragniesz zawieźć do domu!
- Dobrze zawiozę cię - odparł, a ja aż się zdziwiłam że tak szybko się zgodził.
- Dlaczego ty mi to robisz? - spytałam po paru minutach ciszy.
- Bo lubię - odpowiedział.
- Dupek - wyzwałam go.
- Dziwka - odparł, a mnie aż zatkało. Ale ja się tak łatwo nie dam.
- Sukinsyn
- Szmata
- Zdechły kutas
- Auć - powiedział kładąc rękę na klatce piersiowej - zabolało - zaśmiał się i dalej patrzył na drogę. - A może by tak podziękować, za uratowanie ci tyłka?
- A może nie? - odparłam podnosząc jedną brew do góry. Spojrzałam przez okno i zauważyłam, że to nie jest droga która prowadzi do mojego domu - Gdzie ty jedziesz?
- Do domu
- Ale to nie jest droga do mojego domu!
- A kto powiedział, że jedziemy do TWOJEGO domu? - zapytał głupkowato. Miałam ochotę mu przyłożyć, ale nie chciałam spowodować przez to jakiegoś wypadku
- Nienawidzę cię. Zgłoszę to na policję jako porwanie i pójdziesz siedzieć - syknęłam i wiedziałam że się za to wkurzy ale już się go nie boję.
- Mówiłem ci że masz nie mówić przy mnie o więzieniu! - krzyknął na mnie, a jego oczy drastycznie mieniły kolor. Stały się takie ciemne i puste.
- Ups wymksneło mi się - przyłożyłam rękę do ust, ale po chwili dodałam - Ale jakoś nie żałuję - uśmiechnęłam się, a on coraz bardziej się wkurwiał.
- Wydaję mi się, że nie wrócisz już do domu - stwierdził.
- Tak jasne - odparłam, ale on był strasznie poważny - Nie żartuj.
- A wyglądam jakbym żartował? Nie posłuchałaś się więc jakaś kara musi być - odpowiedział.
- Nienawidzę cię - syknęłam i przez resztę drogi się nie odzywałam. On coś tam do mnie mówił, ale jakoś mnie to nie interesowało. Pomyślałam, że jak nie będę się odzywać, to da sobie spokój i odwiezie mnie do domu. Może to chociaż zadziała. Jechaliśmy jeszcze chwilkę i zatrzymaliśmy się przed domem jednorodzinnym, który o dziwo z zewnątrz był ładny. Harry wyszedł z samochodu, obszedł go dookoła i otwarł drzwi z mojej strony.
- Wysiadaj - rozkazał, ale ja się nie odzywałam - Powiedziałem wysiadaj! - warknął, a ja dalej nic.
- Nie odzywasz się, rozumiem. Czyli spędzasz noc w samochodzie - stwierdził, zatrzasnął auto i zamknął
automatycznie. Spojrzałam przez okno, a on kierował się w stronę domu i po chwili drzwi za nim się zatrzasnęły. Cieszyłam się że nie muszę tam wchodzić, ale nie podobało mi się to że przez całą noc będę siedzieć a jego durnym aucie. Spędziłam w tym cholernym samochodzie już jakieś 3 godziny. Harry nie pojawił się nawet ani razu, a ja po prostu zasypiałam. Oparłam głowę o fotel, wyciągnęłam nogi do przodu, zamknęłam oczy i odleciałam. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, a nie siedzieć z tym pacanem.

______________________________________________________________

Dobra jest 3 rozdział. Wiem dużo przekleństw, ale taki charakter będzie miał ten blog. Jeżeli wam się podoba to proszę komentujcie, to dodaj motywacji. Z resztą im więcej komentarzy tym prędzej dodany rozdział. Do NN ;D

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2


- Panno Thomson! Słucha mnie panna? - moje przemyślenia przerwała pani Turner.
- Yyy... j-ja się.. to znaczy... - jąkałam się nie za bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Zostaje panienka po lekcjach - oświadczyła i odwróciła się do mnie plecami.
- Ale że już w pierwszy dzień?! - zapytałam, a w ramach odpowiedzi dostałam jej wrogie spojrzenie. Super! Pierwszy dzień a ja już ląduje w kozie! No zajebiście! Gdy w końcu zadzwonił dzwonek na przerwę, szybkim tempem ruszyłam w stronę naszego miejsca spotkań. Musiałam chwilę poczekać na Mo, ale w końcu się zjawiła. 
- Hej Laura, jak tam pierwsza lekcja? - spytała z entuzjazmem.
- Koszmarnie! Najpierw gdy szłam na lekcje wpadłam na tego osła Harry'ego, później zajął moją ławkę i troszkę się pokłóciliśmy i gdy szedł do innej powiedział że teraz mam się go bać, a na koniec jeszcze ta stara jędza mnie ukarała za niesłuchanie i muszę iść do kozy! Ehh... Nienawidzę szkoły - wyjaśniłam wszystko przyjaciółce. Zauważyłam, że gdy wspominałam o Harry'm jej oczy znacznie zaczęły się powiększać.
- Wiesz że jest już po tobie? On nie da ci żyć! Może ci coś zrobić i wgl! - zaczęła panikować.
- Mo ja się go nie boję, okej? Nic sobie z tego nie robię - próbowałam ją uspokoić.
- A powinnaś bo... - przerwała a jej oczy zrobiły się OGROMNE - Laura H-Harry idzie w tą stronę - wyjąkała.
- Hej maleńka - powiedział głębokim głosem stając obok mnie - Słyszałem, że zostajesz w kozie. Może uda mi się dotrzymać ci towarzystwa - dokończył zdanie. Mrugnął do mnie i za chytrym uśmiechem zniknął mi z oczu, a ja stałam tam jak taki słup. Mo ogarnęła się szybciej niż ja i zaczęła wymachiwać mi ręką przed twarzą.
- Laura! Żyjesz?!
- T-tak. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha? Będę musiała siedzieć w kozie z typkiem którego nie znoszę już po pierwszym dniu. Cholera!
- Spokojnie, nie będziesz zwracała po prostu na niego uwagi. Po lekcjach pójdziemy do twojej siostry na godzinę a potem przyjdziesz tu, odsiedzisz i z głowy. Przecież koza zaczyna się dopiero od 14 a my kończymy o 13 - uspakajała mnie przyjaciółka.
- Tak masz rację. Dobra ja lecę, bo dzwonek już był a mam wf. Do zobaczenia - oznajmiłam dziewczynie i ruszyłam w stronę sali gimnastycznej. Wf to mój ulubiony przedmiot w szkole, bo często gramy w siatkówkę, którą uwielbiam. W szatni było już dużo osób. Szybko się przebrałam i poszłam do magazynku po piłkę. Gdy wróciłam, zaczęłam odbijać w kółku z innymi dziewczynami z klasy. Dobrze nam szło i teraz piłka leciała w moją stronę. Już miałam ją odbić, aż nagle poczułam że lecę do przodu. Uderzyłam całkiem mocno, ale na szczęście nie twarzą. Po chwili wokół mnie zrobiło się wielkie zbiorowisko. Zobaczyłam, że ktoś wyciąga rękę w moim kierunki i gdy zobaczyłam kto to postanowiłam wstać sama. Moim niedoszłym "pomocnikiem" był Harry.
- Nic ci nie jest? - zapytał lokers, co mnie bardzo zdziwiło.
- Jak widzisz żyję - odpowiedziałam ostro.
- Laura przepraszam, nie zauważyłem cię - tłumaczył się Josh. To jednak on na mnie wpadł - pomyślałam.
- Spoko, nic mi nie jest - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Naucz się chodzić - powiedział do niego wkurwiony Harry, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Odwal się od niego - powiedziałam zdenerwowana.
- Bo co mi zrobisz? - głupkowato się uśmiechnął - Wiesz skarbie, że się ciebie nie boje.
- Nie nazywaj mnie tak!
- Mi się to podoba... skarbie - odpowiedział i odszedł puszczając do mnie oczko. Jak on mnie wkurwia! Po prostu go nie znoszę! Moje przemyślenia przerwał pan Brown i podzielił nas na 6 osobowe drużyny. Z kim ja oczywiście byłam?! Z Harrym! Byłam jedyną dziewczyną w drużynie, ale gorsze było to że on też tam był. Graliśmy na samym końcu. Harry wpychał się w moje miejsce jak tylko mógł nie dopuszczając mnie w ogóle do piłki. Miałam tego serdecznie dosyć, bo też chciałam sobie pograć.
- Harry do cholery przestań włazić w moje miejsce!! - krzyknęłam do lokersa a oczy wszystkich skierował się w moją stronę - Też chcę do cholery zagrać!
- Nie drzyj się na mnie! Będziesz grała jak ja ci pozwolę.
- A co ty kurwa moim ojcem jesteś żeby mi rządzić?! - z tymi rozkazami już przesadził. Nikt a już z pewnością on nie będzie mi rozkazywał.
- Już starczy tego. Do szatni proszę - naszą kłótnie przerwał Brown tym samym kończąc lekcje.
- Odwal się ode mnie w końcu - powiedziałam w stronę Harry'ego groźnie i odeszłam w stronę szatni. Szybko się przebrałam i można powiedzieć że biegiem ruszyłam na stołówkę, aby po drodze nie spotkać tego palanta.



- Dlaczego on się tak na mnie uwziął? - pytałam przyjaciółkę gdy stałyśmy z tackami w kolejce.
- Nie mam pojęcia, ale szczerze ci współczuję - odpowiedziała ze współczuciem, choć po chwili jej nastrój znacznie się zmienił - Słuchaj dzisiaj jest impreza z okazji rozpoczęcia szkoły. Pójdziemy tam, zabawimy się a ty w końcu o nim zapomnisz. I kto wie może poznamy jakieś ciacha - zaśmiała się śmiesznie poruszając brwiami.
- Mam dzisiaj kozę, przecież wiesz. Rodzice mnie nie puszczą jak się dowiedzą - moi rodzice nie są surowi, ale jeżeli dowiedzą się że już w pierwszy dzień ląduje w kozie, to klękajcie narody.
- Powiesz im że byłaś u Sofii, ona będzie cie kryć.
- Myślisz? - zapytałam  ze zwątpieniem i przygryzłam lekko wargę.

- No oczywiście. Twoja siostra jest przecież spoko.
- No zgoda - odpowiedziałam już pewnie z uśmiechem na ustach. Wzięłyśmy jedzenie i ruszyłyśmy do naszego stolika. Ludzie w tej szkole są podzieleni w różne grupy. Metalowce, kujony, sportowcy, barbie, muzycy i my. Chyba w każdej szkole tak jest. Razem z Mo często gadamy ze sportowcami. Pewnie teraz pomyślicie że podchodzimy pod te puste lalunie. Otóż nie. Mo jest cheerleaderką, ale normalną. Nie rządzi się ani nic takiego. Zna chłopaków z drużyny przez to że razem jeżdżą na rozgrywki, a mnie poznali przy okazji. Większość chłopaków z " Groźnych buldogów" jest spoko, ale paru z nich należy do tej głupszej części, czyli popisówa, dziewczyny i alkohol. Ale o tym lepiej już nie mówić.
- A tak w ogóle to gdzie będzie ta impreza? - zapytałam i wzięłam jedzenie do buzi.
- U Josha. Pamiętasz? Ten z drużyny. - odpowiedziała
- Tak tak pamiętam. To ten co do ciebie zarywa - zaśmiałam się a ona zmierzyła mnie wzrokiem na co jeszcze bardziej się roześmiałam.
- On do mnie nie zarywa - broniła się.
- Jak to nie. To uśmieszek, to przytulenie. A no i nie spuszcza cię z oka - wystawiłam język w stronę przyjaciółki. Uwielbiamy się razem drażnić albo kłócić dla zabawy o różne pierdoły.
- On jest po prostu...
- Zakochany? - przerwałam jej i dokończyłam za nią.
- Nie znoszę cię - stwierdziła udawając focha.
- Też cię kocham - powiedziałam i akurat zadzwonił dzwonek. Tą lekcję miałyśmy w salach obok siebie. Ona miała fizykę, a ja biologię. Pech chciał że sale były na drugim końcu szkoły, a on była bardzo duża. Szybko wzięłyśmy torby i pobiegłyśmy w odpowiednim kierunku. Zdyszana wleciałam z hukiem do klasy, a pani Lewis siedziała już przy biurku.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - odpowiedziałam kierując się do ławki, którą dzieliłam z Max'em. Kolejny chłopak z drużyny football'owej.
- Byłaś na stołówce? - zapytała nauczycielka.
- Tak
- Dobrze, siadaj. - pani Lewis była jedną z najlepszych nauczycielek w naszej szkole. Była wyrozumiała i dało się z nią normalnie dogadać.
- Hej Laura - przywitał mnie z uśmiechem Max.
- Cześć Max. Jak tam? Co nowego w drużynie?
- W drużynie kolejne nabory i coraz to więcej fajtłap się zgłasza.
- Ouu to nie dobrze. Ale kto jak nie wasz trener ich wyszkoli? - zaśmiałam się.
- Racja, on jest niezastąpiony - odpowiedziała uśmiechając się i oboje skupiliśmy się na lekcji.


- Koza?! Serio w pierwszy dzień? - pytała z niedowierzaniem moja siostra.
- No ale to nie moja wina!
- Ciszej. Jak nie twoja to kogo?
- Taki koleś się do mnie dowalił - odpowiedziałam przypominając sobie wszystkie dzisiejsze sytuacje z Harry'm i mną w rolach głównych.
-To nawet ja taka szybka nie byłam, a często w niej lądowałam - odpowiedziała śmiejąc się ze mnie.
- Po kimś to musiałam odziedziczyć i padło na ciebie - odgryzłam się - Będziesz mnie kryła w domu? Po szkole byłyśmy tu z Mo na godzine, okej?
- No okej okej. A teraz leć i potem do domu.
- Dzięki. Do zobaczenia! - odpowiedziałam siostrze i z powrotem ruszyłam w stronę szkoły. Droga zajęła mi może 10 minut i dotarłam akurat kiedy pan Miller wchodził do klasy. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, włożyłam słuchawki w uszy i oparłam brodę na ręka. Minęło jakieś 15 minut a do klasy wszedł lokowaty idiota. Gdy mnie zobaczył na jego ustach pojawił się ten słynny uśmieszek i zajął miejsce po drugiej stronie klasy także z tyłu. Cały czas się zastanawiam dlaczego akurat ja? Dlaczego to mnie się uczepił a nie kogoś innego. No dobra koniec myślenia o nim. Teraz czas żeby pomyśleć co założę na imprezę. Sukienkę? Nie przepadam za nimi. Może jeansy i jakiś top? Trochę za gorąco na długie spodnie.
- Koniec kary, możecie iść do domu - usłyszałam głos Millera. Zabrałam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam już kawałek za bramą  a obok mnie zaczął jechać wolno czarny samochód. Po chwili szyby w nim się opuściły a za nimi pojawił się Harry.
 - Podwieźć cię skarbie? - zapytał
- Nie mów do mnie skarbie!
- Dlaczego skarbie?
- Czego ty do cholery ode mnie chcesz? Uwziąłeś się na mnie i nie dajesz mi normalnie żyć!
- Jeszcze się przekonasz. Wsiadaj dalej - rozkazał mi.
- Chyba śnisz. Nie będziesz mi rozkazywał - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie szybszym krokiem.
- Kurwa nie mam całego dnia! Wsiadaj!
- Czyżbyś zaczynał się denerwować? Tak mi przykro.
- Nie drażnij mnie!  
- Spadaj, nigdzie z tobą nie jadę - odpowiedziałam i poszłam nie oglądając się. Styles albo odjechał albo się zatrzymał bo nie widziałam samochodu. Po chwili jednak poczułam szarpnięcie za łokieć.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłam do Harry'ego widząc jak ciągnie mnie w stronę samochodu.
- Powiedziałem, że masz wsiadać do samochodu. Nie chciałaś dobrowolnie to będzie siłą - odpowiedział, wepchnął mnie do auta i zamknął drzwi. Szybko chwyciłam klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Co do?! Dlaczego te drzwi są zamknięte?! - pytałam krzykiem kiedy chłopak wsiadł do środka.
- Żebyś nie uciekła - odpowiedział jakby to był najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Wiesz jak to się nazywa?! To porwanie!
- Oj tak tak. Mów sobie co chcesz.
- Zgotuje ci piekło zobaczysz. Zadzwonie na policje i znowu wsadzą cię do pierdla, tylko teraz już nie wrócisz!- powiedziałam wkurzona a on natychmiastowo stanął na jakimś poboczu i odwrócił swoją wściekłą twarz w moją stronę. Nie dam tego po sobie poznać, ale teraz się go wystraszyłam.
- Nigdy, ale to nigdy nie mów przy mnie o więzieniu. Zrozumiałaś?!
- T-tak.
- Aha i tak w ogóle to zobaczymy kto komu zgotuje piekło - dopowiedział ruszając z powrotem na główną ulicę. Przez resztę drogi się nie odzywałam ani nie patrzyłam w jego stronę, bo kto wie co mi może zrobić. Po jakimś czasie stanęliśmy pod moim domem. Harry wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył drzwi z mojej strony. Ja obrażona wysiadłam z samochodu i nie odzywając się wcale ruszyłam w kierunku drzwi, lecz po chwili poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- A może by tak powiedzieć dziękuję?
- Nie prosiłam cię o to. - odpowiedziałam a on zmierzył mnie wzrokiem - Dobra.
Dziękuje że mnie siłą wciągnąłeś do samochodu i odwiozłeś do domu. Zadowolony?
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia skarbie - odpowiedział i po chwili już go nie było.


___________________________________________________



No to mam II rozdział ;) Wiem wiem, słaby i nudny. Przepraszam ;/ postaram się żeby w kolejnym więcej się działo. Komentujcie i obserwujcie a nn będą pojawiały się szybciej :D Jeżeli możecie i chcecie to polecajcie bloga znajomym ^^
 DO NN <3333