sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2


- Panno Thomson! Słucha mnie panna? - moje przemyślenia przerwała pani Turner.
- Yyy... j-ja się.. to znaczy... - jąkałam się nie za bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Zostaje panienka po lekcjach - oświadczyła i odwróciła się do mnie plecami.
- Ale że już w pierwszy dzień?! - zapytałam, a w ramach odpowiedzi dostałam jej wrogie spojrzenie. Super! Pierwszy dzień a ja już ląduje w kozie! No zajebiście! Gdy w końcu zadzwonił dzwonek na przerwę, szybkim tempem ruszyłam w stronę naszego miejsca spotkań. Musiałam chwilę poczekać na Mo, ale w końcu się zjawiła. 
- Hej Laura, jak tam pierwsza lekcja? - spytała z entuzjazmem.
- Koszmarnie! Najpierw gdy szłam na lekcje wpadłam na tego osła Harry'ego, później zajął moją ławkę i troszkę się pokłóciliśmy i gdy szedł do innej powiedział że teraz mam się go bać, a na koniec jeszcze ta stara jędza mnie ukarała za niesłuchanie i muszę iść do kozy! Ehh... Nienawidzę szkoły - wyjaśniłam wszystko przyjaciółce. Zauważyłam, że gdy wspominałam o Harry'm jej oczy znacznie zaczęły się powiększać.
- Wiesz że jest już po tobie? On nie da ci żyć! Może ci coś zrobić i wgl! - zaczęła panikować.
- Mo ja się go nie boję, okej? Nic sobie z tego nie robię - próbowałam ją uspokoić.
- A powinnaś bo... - przerwała a jej oczy zrobiły się OGROMNE - Laura H-Harry idzie w tą stronę - wyjąkała.
- Hej maleńka - powiedział głębokim głosem stając obok mnie - Słyszałem, że zostajesz w kozie. Może uda mi się dotrzymać ci towarzystwa - dokończył zdanie. Mrugnął do mnie i za chytrym uśmiechem zniknął mi z oczu, a ja stałam tam jak taki słup. Mo ogarnęła się szybciej niż ja i zaczęła wymachiwać mi ręką przed twarzą.
- Laura! Żyjesz?!
- T-tak. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha? Będę musiała siedzieć w kozie z typkiem którego nie znoszę już po pierwszym dniu. Cholera!
- Spokojnie, nie będziesz zwracała po prostu na niego uwagi. Po lekcjach pójdziemy do twojej siostry na godzinę a potem przyjdziesz tu, odsiedzisz i z głowy. Przecież koza zaczyna się dopiero od 14 a my kończymy o 13 - uspakajała mnie przyjaciółka.
- Tak masz rację. Dobra ja lecę, bo dzwonek już był a mam wf. Do zobaczenia - oznajmiłam dziewczynie i ruszyłam w stronę sali gimnastycznej. Wf to mój ulubiony przedmiot w szkole, bo często gramy w siatkówkę, którą uwielbiam. W szatni było już dużo osób. Szybko się przebrałam i poszłam do magazynku po piłkę. Gdy wróciłam, zaczęłam odbijać w kółku z innymi dziewczynami z klasy. Dobrze nam szło i teraz piłka leciała w moją stronę. Już miałam ją odbić, aż nagle poczułam że lecę do przodu. Uderzyłam całkiem mocno, ale na szczęście nie twarzą. Po chwili wokół mnie zrobiło się wielkie zbiorowisko. Zobaczyłam, że ktoś wyciąga rękę w moim kierunki i gdy zobaczyłam kto to postanowiłam wstać sama. Moim niedoszłym "pomocnikiem" był Harry.
- Nic ci nie jest? - zapytał lokers, co mnie bardzo zdziwiło.
- Jak widzisz żyję - odpowiedziałam ostro.
- Laura przepraszam, nie zauważyłem cię - tłumaczył się Josh. To jednak on na mnie wpadł - pomyślałam.
- Spoko, nic mi nie jest - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Naucz się chodzić - powiedział do niego wkurwiony Harry, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Odwal się od niego - powiedziałam zdenerwowana.
- Bo co mi zrobisz? - głupkowato się uśmiechnął - Wiesz skarbie, że się ciebie nie boje.
- Nie nazywaj mnie tak!
- Mi się to podoba... skarbie - odpowiedział i odszedł puszczając do mnie oczko. Jak on mnie wkurwia! Po prostu go nie znoszę! Moje przemyślenia przerwał pan Brown i podzielił nas na 6 osobowe drużyny. Z kim ja oczywiście byłam?! Z Harrym! Byłam jedyną dziewczyną w drużynie, ale gorsze było to że on też tam był. Graliśmy na samym końcu. Harry wpychał się w moje miejsce jak tylko mógł nie dopuszczając mnie w ogóle do piłki. Miałam tego serdecznie dosyć, bo też chciałam sobie pograć.
- Harry do cholery przestań włazić w moje miejsce!! - krzyknęłam do lokersa a oczy wszystkich skierował się w moją stronę - Też chcę do cholery zagrać!
- Nie drzyj się na mnie! Będziesz grała jak ja ci pozwolę.
- A co ty kurwa moim ojcem jesteś żeby mi rządzić?! - z tymi rozkazami już przesadził. Nikt a już z pewnością on nie będzie mi rozkazywał.
- Już starczy tego. Do szatni proszę - naszą kłótnie przerwał Brown tym samym kończąc lekcje.
- Odwal się ode mnie w końcu - powiedziałam w stronę Harry'ego groźnie i odeszłam w stronę szatni. Szybko się przebrałam i można powiedzieć że biegiem ruszyłam na stołówkę, aby po drodze nie spotkać tego palanta.



- Dlaczego on się tak na mnie uwziął? - pytałam przyjaciółkę gdy stałyśmy z tackami w kolejce.
- Nie mam pojęcia, ale szczerze ci współczuję - odpowiedziała ze współczuciem, choć po chwili jej nastrój znacznie się zmienił - Słuchaj dzisiaj jest impreza z okazji rozpoczęcia szkoły. Pójdziemy tam, zabawimy się a ty w końcu o nim zapomnisz. I kto wie może poznamy jakieś ciacha - zaśmiała się śmiesznie poruszając brwiami.
- Mam dzisiaj kozę, przecież wiesz. Rodzice mnie nie puszczą jak się dowiedzą - moi rodzice nie są surowi, ale jeżeli dowiedzą się że już w pierwszy dzień ląduje w kozie, to klękajcie narody.
- Powiesz im że byłaś u Sofii, ona będzie cie kryć.
- Myślisz? - zapytałam  ze zwątpieniem i przygryzłam lekko wargę.

- No oczywiście. Twoja siostra jest przecież spoko.
- No zgoda - odpowiedziałam już pewnie z uśmiechem na ustach. Wzięłyśmy jedzenie i ruszyłyśmy do naszego stolika. Ludzie w tej szkole są podzieleni w różne grupy. Metalowce, kujony, sportowcy, barbie, muzycy i my. Chyba w każdej szkole tak jest. Razem z Mo często gadamy ze sportowcami. Pewnie teraz pomyślicie że podchodzimy pod te puste lalunie. Otóż nie. Mo jest cheerleaderką, ale normalną. Nie rządzi się ani nic takiego. Zna chłopaków z drużyny przez to że razem jeżdżą na rozgrywki, a mnie poznali przy okazji. Większość chłopaków z " Groźnych buldogów" jest spoko, ale paru z nich należy do tej głupszej części, czyli popisówa, dziewczyny i alkohol. Ale o tym lepiej już nie mówić.
- A tak w ogóle to gdzie będzie ta impreza? - zapytałam i wzięłam jedzenie do buzi.
- U Josha. Pamiętasz? Ten z drużyny. - odpowiedziała
- Tak tak pamiętam. To ten co do ciebie zarywa - zaśmiałam się a ona zmierzyła mnie wzrokiem na co jeszcze bardziej się roześmiałam.
- On do mnie nie zarywa - broniła się.
- Jak to nie. To uśmieszek, to przytulenie. A no i nie spuszcza cię z oka - wystawiłam język w stronę przyjaciółki. Uwielbiamy się razem drażnić albo kłócić dla zabawy o różne pierdoły.
- On jest po prostu...
- Zakochany? - przerwałam jej i dokończyłam za nią.
- Nie znoszę cię - stwierdziła udawając focha.
- Też cię kocham - powiedziałam i akurat zadzwonił dzwonek. Tą lekcję miałyśmy w salach obok siebie. Ona miała fizykę, a ja biologię. Pech chciał że sale były na drugim końcu szkoły, a on była bardzo duża. Szybko wzięłyśmy torby i pobiegłyśmy w odpowiednim kierunku. Zdyszana wleciałam z hukiem do klasy, a pani Lewis siedziała już przy biurku.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - odpowiedziałam kierując się do ławki, którą dzieliłam z Max'em. Kolejny chłopak z drużyny football'owej.
- Byłaś na stołówce? - zapytała nauczycielka.
- Tak
- Dobrze, siadaj. - pani Lewis była jedną z najlepszych nauczycielek w naszej szkole. Była wyrozumiała i dało się z nią normalnie dogadać.
- Hej Laura - przywitał mnie z uśmiechem Max.
- Cześć Max. Jak tam? Co nowego w drużynie?
- W drużynie kolejne nabory i coraz to więcej fajtłap się zgłasza.
- Ouu to nie dobrze. Ale kto jak nie wasz trener ich wyszkoli? - zaśmiałam się.
- Racja, on jest niezastąpiony - odpowiedziała uśmiechając się i oboje skupiliśmy się na lekcji.


- Koza?! Serio w pierwszy dzień? - pytała z niedowierzaniem moja siostra.
- No ale to nie moja wina!
- Ciszej. Jak nie twoja to kogo?
- Taki koleś się do mnie dowalił - odpowiedziałam przypominając sobie wszystkie dzisiejsze sytuacje z Harry'm i mną w rolach głównych.
-To nawet ja taka szybka nie byłam, a często w niej lądowałam - odpowiedziała śmiejąc się ze mnie.
- Po kimś to musiałam odziedziczyć i padło na ciebie - odgryzłam się - Będziesz mnie kryła w domu? Po szkole byłyśmy tu z Mo na godzine, okej?
- No okej okej. A teraz leć i potem do domu.
- Dzięki. Do zobaczenia! - odpowiedziałam siostrze i z powrotem ruszyłam w stronę szkoły. Droga zajęła mi może 10 minut i dotarłam akurat kiedy pan Miller wchodził do klasy. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, włożyłam słuchawki w uszy i oparłam brodę na ręka. Minęło jakieś 15 minut a do klasy wszedł lokowaty idiota. Gdy mnie zobaczył na jego ustach pojawił się ten słynny uśmieszek i zajął miejsce po drugiej stronie klasy także z tyłu. Cały czas się zastanawiam dlaczego akurat ja? Dlaczego to mnie się uczepił a nie kogoś innego. No dobra koniec myślenia o nim. Teraz czas żeby pomyśleć co założę na imprezę. Sukienkę? Nie przepadam za nimi. Może jeansy i jakiś top? Trochę za gorąco na długie spodnie.
- Koniec kary, możecie iść do domu - usłyszałam głos Millera. Zabrałam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam już kawałek za bramą  a obok mnie zaczął jechać wolno czarny samochód. Po chwili szyby w nim się opuściły a za nimi pojawił się Harry.
 - Podwieźć cię skarbie? - zapytał
- Nie mów do mnie skarbie!
- Dlaczego skarbie?
- Czego ty do cholery ode mnie chcesz? Uwziąłeś się na mnie i nie dajesz mi normalnie żyć!
- Jeszcze się przekonasz. Wsiadaj dalej - rozkazał mi.
- Chyba śnisz. Nie będziesz mi rozkazywał - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie szybszym krokiem.
- Kurwa nie mam całego dnia! Wsiadaj!
- Czyżbyś zaczynał się denerwować? Tak mi przykro.
- Nie drażnij mnie!  
- Spadaj, nigdzie z tobą nie jadę - odpowiedziałam i poszłam nie oglądając się. Styles albo odjechał albo się zatrzymał bo nie widziałam samochodu. Po chwili jednak poczułam szarpnięcie za łokieć.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłam do Harry'ego widząc jak ciągnie mnie w stronę samochodu.
- Powiedziałem, że masz wsiadać do samochodu. Nie chciałaś dobrowolnie to będzie siłą - odpowiedział, wepchnął mnie do auta i zamknął drzwi. Szybko chwyciłam klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Co do?! Dlaczego te drzwi są zamknięte?! - pytałam krzykiem kiedy chłopak wsiadł do środka.
- Żebyś nie uciekła - odpowiedział jakby to był najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Wiesz jak to się nazywa?! To porwanie!
- Oj tak tak. Mów sobie co chcesz.
- Zgotuje ci piekło zobaczysz. Zadzwonie na policje i znowu wsadzą cię do pierdla, tylko teraz już nie wrócisz!- powiedziałam wkurzona a on natychmiastowo stanął na jakimś poboczu i odwrócił swoją wściekłą twarz w moją stronę. Nie dam tego po sobie poznać, ale teraz się go wystraszyłam.
- Nigdy, ale to nigdy nie mów przy mnie o więzieniu. Zrozumiałaś?!
- T-tak.
- Aha i tak w ogóle to zobaczymy kto komu zgotuje piekło - dopowiedział ruszając z powrotem na główną ulicę. Przez resztę drogi się nie odzywałam ani nie patrzyłam w jego stronę, bo kto wie co mi może zrobić. Po jakimś czasie stanęliśmy pod moim domem. Harry wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył drzwi z mojej strony. Ja obrażona wysiadłam z samochodu i nie odzywając się wcale ruszyłam w kierunku drzwi, lecz po chwili poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- A może by tak powiedzieć dziękuję?
- Nie prosiłam cię o to. - odpowiedziałam a on zmierzył mnie wzrokiem - Dobra.
Dziękuje że mnie siłą wciągnąłeś do samochodu i odwiozłeś do domu. Zadowolony?
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia skarbie - odpowiedział i po chwili już go nie było.


___________________________________________________



No to mam II rozdział ;) Wiem wiem, słaby i nudny. Przepraszam ;/ postaram się żeby w kolejnym więcej się działo. Komentujcie i obserwujcie a nn będą pojawiały się szybciej :D Jeżeli możecie i chcecie to polecajcie bloga znajomym ^^
 DO NN <3333

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz