poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 6

- Co ja ci takiego zrobiłem, że aż tak mnie nie znosisz? - zapytał chłopak.
- Serio się pytasz? Dwa razy siłą wpakowałeś mnie do swojego auta bez mojej zgody, w dodatku raz zostawiając mnie w nim przez pół nocy i mnie pocałowałeś choć tego nie chciałam.
- Gdybyś dała mi dojść do słowa na tej imprezie to wiedziałabyś, że chciałem cię przeprosić za ten pocałunek. Ale przypominam ci, że uratowałem cię przed prawdopodobnym gwałtem.
- Za to już ci dziękowałam.
- W ramach podziękowania musisz iść ze mną do kawiarni.
- Nie. Nie mogę.
- Dlaczego?
- Mam karę. Przez ciebie w dodatku.
- Oj nikt się nie zorientuje. Chodź dalej.
- No naprawdę nie mogę Harry.
- Na godzinę, chociaż.
- Godzina i ani minuty dłużej - odpowiedziałam i ruszyliśmy do kawiarni, która była na rogu. Zajęliśmy stolik i złożyliśmy zamówienie. Ja wzięłam kawę mrożoną i pucharek lodów truskawkowych, natomiast Harry koktajl truskawkowy i babeczkę jagodową.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytał chłopak, a ja spojrzałam na niego jak na wariata. - No co?
- Serio chcesz coś o mnie wiedzieć?
- Tak. A co w tym dziwnego?
- No nic. A co chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek.
- Ehh.. No więc mam starszą siostrę, która pracuje w kawiarnii niedaleko naszej szkoły, ale niedługo może wyjedzie do L.A. Jestem pochodzenia Polsko - Brytyjskiego i przez 10 lat mieszkałam w Polsce, gdzie mieszkają moi dziadkowie. Uwielbiam siatkówkę, wesołe miasteczka. Chciałabym skoczyć na bungee, nauczyć się grać na perkusji i zrobić sobie tatuaż. Chyba tyle.
- Masz naturalny akcent brytyjski, pomimo mieszkania w Polsce przez 10 lat.
- Moi rodzice od małego uczyli mnie i moją siostrę angielskiego. Mój tata jest brytyjczykiem i chcieli żebyśmy umiały posługiwać się w obu językach.
- A skąd pomysł na skok na bungee?
- Szczerze to sama nie wiem. Jakoś tak zawsze chciałam to zrobić, albo skoczyć ze spadochronem.
- Ciekawe zainteresowanie - powiedział puszczając oczko, na co się uśmiechnęłam. Teraz wydaje się zupełnie innym chłopakiem niż jest zazwyczaj. Pomimo tego że go nie lubie, to o wiele bardziej lubię jego dzisiejszą stronę. W końcu kelner przyniósł nasze zamówienia.
- Kiedy masz urodziny?
- 5 sierpnia. A co? - zapytałam zdziwiona tym pytaniem.
- Nie nic, tak z ciekawości pytam. - Rozmawialiśmy przez bitą godzinę na przeróżne tematy. Śmialiśmy się z nauczycieli ze szkoły, dowiedziałam się że Harry też ma siostrę i jaki sport kiedyś uprawiał. Po godzinie postanowiłam się zbierać.
- Ja już powinnam iść, naprawdę nie chcę mieć jeszcze bardziej przechalpane - powiedziałam wyjmując portfel z torebki.
- Zostaw, ja zapłacę - powiedział chłopak.
- Ale ja mogę....
- Nie dyskutuj ze mną.
- No dobrze - Harry zapłacił kelnerowi i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
- Wiesz że nie musisz mnie odprowadzać?
- Wiem, ale chcę.
- Proszę proszę. Niezłą sobie lalunie znalazłeś, Styles - odezwał się głos za nami, a my oboje w tym samym czasie się odwróciliśmy.
- Odwal się od niej Baker - odpowiedział Harry temu facetowi.Był to wysoki mężczyzna z zupełnie inną posturą niż Harry. Widać było jego mięśnie przez które wyglądał na grubszego.
- Co tak ostro?  Lepiej jej pilnuj, bo nie znasz dnia ani godziny - powiedział z chytrym uśmiechem i odszedł w przeciwną stronę.
- Um... Harry? Możesz mnie odwieść do domu? - zapytałam i od razu pokierowaliśmy się w stronę jego samochodu. - Powiesz mi kto to był?
- Nikt ważny - odpowiedział dalej patrząc na drogę.
- Harry! Jak nikt ważny? Dlaczego mówił o mnie? - zapytałam zdenerwowana, bo po raz kolejny mnie zbywa. Właśnie podjechaliśmy pod mój dom, Harry wyłączył silnik i odwrócił się w moją stronę.
- Mam z tym człowiekiem na pieńku. Kiedyś zrobiłem coś co mu się nie spodobało i od tej pory próbuję mnie załatwić. Zapamiętaj Laura jedno, jeżeli gdziekolwiek go zobaczysz masz uciekać i dzwonić do mnie. Rozumiesz?
- Ale dlaczego? W coś ty mnie kurwa wpakował? Nie chcę być przez kogoś ścigana czy obserwowana!
- Wiem przepraszam, okej? Po prostu nie mogę trzymać się od ciebie z daleka.
- Dlaczego?
- Może kiedyś to zrozumiesz, a teraz pamiętaj to o czym ci mówiłem. Będę cię miał na oku, więc się nie martw.
- Nie martw się?! Żartujesz sobie?
- Laura proszę. Wiem że mnie nie lubisz, ale teraz najważniejsze dla mnie jest twoje bezpieczeństwo.
- No dobrze. Okej. Teraz muszę iść.
- Uważaj na siebie, gdyby coś to dzwoń o każdej porze.
- Fajnie się gadało dzisiaj. Pa - powiedziałam i szybko wysiadłam z samochodu. Gdy byłam za drzwiami, spojrzałam przez wizjer czy Harry jeszcze tam był. Stał jeszcze chwilę i odjechał. Zaniosłam swoją torbę do pokoju i wróciłam do kuchni na kolację. Po niej poszłam się wykąpać i pooglądać telewizję.Nic specjalnego się nie działo, a ja byłam strasznie wykończona i zasnęłam w połowie filmu.

Obudził mnie dotyk na policzku. Zrzuciłam czyjąś rękę i chciałam spać dalej, ale ręka znowu dotykała mojego policzka.
- Mamo jeszcze chwila - powiedziałam i usłyszałam chichot, który nie należał do mojej mamy, ale do jakiegoś mężczyzny. Pospiesznie otworzyłam oczy i zobaczyłam na moim łóżku Harrego.
- Harry? Co ty tutaj robisz?
- Przyszedłem zobaczyć czy wszystko w porządku. Było jakieś światło to myślałem że nie śpisz i wszedłem. Słodko wyglądasz jak śpisz - powiedział, a mojej policzki przybrały czerwony kolor podczas jego ostatniego zdania.
- Jak się tu dostałeś?
- Przez okno.
- Często coś takiego robisz?
- Częściej do domu wchodzę przez drzwi - odpowiedział wyszczerzony.
- Nie mogłeś napisać sms'a?
- Wolałem przyjść osobiście
- Wszedłeś, zobaczyłeś że wszystko okej, a teraz możesz iść.
- Ale ty jesteś niegrzeczna.
- Myślałam że już o tym wiesz - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
- Dobra już dobra. Idę. Uważaj na siebie... skarbie - powiedział na co spiorunowałam go wzrokiem. Po chwili był za oknem i widziałam jak wsiada do swojego auta i odjeżdża. Ja wróciłam do łóżka i starałam się zasnąć, ale w głowie cały czas miałam słowa tego faceta. Trochę się go wystraszyłam, ale Harry powiedział że moje bezpieczeństwo jest dla niego ważne i będzie mnie chronił, więc chociaż w tej kwestii postanowiłam mu zaufać

- Hej mamo! - powiedziałam wchodząc do kuchni rano - Gdzie wszyscy?
- Tata pojechał w nocy w delegację bo do niego zadzwonili, a twoja siostra jeszcze śpi.
- Yhmm - mruknęłam pod nosem i zabrałam się za robienie sobie śniadania, które składało się z płatków czekoladowych i zimnego mleka. Po posiłku odstawiłam miskę do zlewu i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Dzisiaj była straszna ulewa i zapowiadało się że będzie burza, której nie znoszę. To niby nic takiego, ale tak już mam. Nienawidzę jej. Kończąc rozmyślenia o burzy, wyszłam z pod prysznica, dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem i założyłam ubrania. Wróciłam do swojego pokoju i wzięłam laptopa. Sprawdziłam różne portale społecznościowe i włączyłam sobie film " Po prostu walcz". Bardzo mi się spodobał. Gdy się skończył postanowiłam zejść na dół i zobaczyć co moja mama porabia, bo nic innego nie zostało mi do roboty.
- Co tam mamuś? - zapytałam z uśmiechem moją rodzicielkę, która krzątała się po kuchni.
- No nic, dużo roboty. Właściwie to... - przerwał jej dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Tak jak moja mama nie miałam pojęcia kto e być, no bo komu chcę się wychodzić w taką pogodę? Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się zakapturzona postać. Wyglądał na faceta, ale nie mogłam powiedzieć kto to był bo głowę miał nisko spuszczoną, lecz po chwili podniósł ją do góry.
- Harry? Co ty tu robisz? I to w taką pogodę? - zadawałam pytanie za pytaniem.
- Przyszedłem cię wyciągnąć z domu.
- To ci się chyba nie uda, bo jakbyś nie pamiętał to mam jeszcze karę.
- Oj no nie mów że z ciebie to taki świętoszek jest.
- Uwierz wole posiedzieć w domu do końca miesiąca niż pół roku! - powiedziałam
- Mogę wejść? Trochę tu zimno. - zapytał.
- A nie możesz wrócić do domu? - zapytałam i niechętnie wpuściłam go do środka.
- Kto to skarbie? - w przedpokoju pojawiła się moja mama
- Dzień dobry - powiedział uprzejmie chłopak.
- Dzień dobry - moja rodzicielka posłała uśmiech w jego stronę
- Mamo to jest Harry, przyszedł bo chciał żebym gdzieś z nim wyszła.
- A gdzie chcecie się wybrać?
- Chciałem zabrać Laurę na zakupy żeby pomogła mi wybrać ubrania na ślub mojego kuzyna - odpowiedział jej Harry a ja wyszczerzyłam oczy.
- O. To Laura z pewnością ci pomoże.
- Yyym... Ja nie mogę. Mam przecież karę. Musisz poprosić kogoś innego - oznajmiłam a w tym momencie na dół zeszła moja siostra - Poza tym miałam robić już coś z Sofii.
- Co niby? - zapytała , a ja nadepnęłam na jej stopę i głupkowato wyszczerzyłam w stronę Harrego. - A to. Zrobimy to kiedy indziej, nie martw się. - odparła złośliwie.
- No widzisz. Idźcie już i nie wracaj zbyt późno. - powiedziała moja mama. Harry pożegnał ją krótkim do widzenia i wyciągnął mnie za rękę z domu. Szybko przebiegliśmy przez deszcz do jego samochodu i ruszyliśmy jak mniemam w stronę galerii.
- To czego szukamy? - zapytałam wchodząc z nim do dużego budynku w którym znajdowało się centrum handlowe.
- Tego co ci mówiłem - odparł.
- Serio idziesz na ślub?
- Tak.
- Jakoś cie nie widzę w garniturze.
- Źli chłopcy też je czasami zakładają, a ja zostałem do tego zmuszony.Nic nie mogę już na to poradzić - odpowiedział i zaczęła się nasza bieganina.Chodziliśmy od jednego sklepu do drugiego, co w sumie było raz winą Harrego, a raz moją, bo kiedy mi się coś podobało to jemu coś w tym nie pasowało i na odwrót. Oboje mieliśmy już naprawdę dosyć, ale się nie poddaliśmy. Wreszcie trafiliśmy do sklepu gdzie garnitur dla niego spodobał się mi i jemu.
- No i kupione. - powiedział Harry gdy wychodziliśmy ze sklepu - Nie było tak źle, co?
- Było koszmarnie. Nigdy więcej nie idę z tobą na zakupy. Nigdy! -odparłam na co Harry się zaśmiał.
- To teraz po jedzenie?
- Chciałabym ale nie mogę. Mam dzisiaj siłownię i muszę tam być za pół godziny.
- Serio? Bo ja też mam. Chodź zawieziemy to weźmiemy ciuchy i pojedziemy razem.
- Nie chce mi się. Odpocznijmy chwilę - poprosiłam Harrego, ale on stał i wpatrywał się we mnie, aż w końcu podszedł do mnie i niespodziewanie przerzucił przez ramię łapiąc mnie nad kolanami.
- Aaaa! Harry! - pisnęłam - Puszczaj mnie!
- Przed chwilą byłaś zmęczona, więc pomagam ci dotrzeć do samochodu - odpowiedział i po prostu wiedziałam że na jego ustach pojawił się ten słynny uśmieszek. Ludzie gapili się na nas jak na dziwolągów. Jeszcze podczas szukania garnituru dużo dziewczyn przyglądało się Harremu i nie mam pojęcia, ale chyba zaczęłam być.... zazdrosna? Nie, nie to nie jest prawda. Pewnie mi się coś pomyliło. Nie będę więcej o tym myślała. Harry podszedł do samochodu, otworzył drzwi, posadził mnie na fotelu i poszedł na drugą stronę.
- Wiesz że mogłabym sama tutaj przyjść?
- Ależ oczywiście wiem że mogłabyś, ale czy tak nie było zabawniej?
- Zależy dla kogo - odparłam patrząc za okno. Pogoda była jeszcze gorsza niż rano. W takie dni o wiele bardziej wole siedzieć w domu i oglądać filmy, niż biegać po galerii. Najpierw podjechaliśmy do mojego domu, skąd zabrałam swoją torbę i wróciłam do samochodu. Dom Harry'ego był śliczny i w dodatku duży. Weszliśmy do środka a mnie zatkało. Był jeszcze ładniejszy w środku niż na zewnątrz.
- Poczekaj tu, ja zaraz przyjdę - powiedział i pobiegł schodami zapewne do swojego pokoju.

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 5

- Eee..... późno - jąkałam się.
- Czy czas do 24:00 ci nie starcza? - zapytała ostro mama.
- No starcza, ale no wczoraj....
- No opowiedz co wczoraj się takiego wydarzyło, że wróciłaś tak późno
- No Monica za dużo wypiła i odprowadziłam ją do domu, żeby nic po drodze jej się nie stało - nie najgorsze to kłamstwo. Mam nadzieję, że się nie zorientują.
- Świetnie, że martwisz się o przyjaciółkę, ale nie mogłyście wyjść prędzej?
- Straciłam poczucie czasu.
- To dzięki temu siedzisz w domu do końca miesiąca - powiedział mój tato.
- Że co?! Tato nie możesz mi tego zrobić! Do końca miesiąca zostało ponad dwa tygodnie!
- Trudno. Skupisz się na nauce, a nie na chłopakach i imprezach. - odpowiedział surowo i wiedziałam, że nie mam się po co kłócić, bo i tak już przegrałam
- Tato pozwól, że przypomnę ci o tym, iż nigdy nie miałam chłopaka, a na imprezy chodzę raz w miesiącu! - zabrzmiało to ostrzej niż miałam nadzieję, ale po tych słowach szybko wyszłam z domu trzaskając przy okazji drzwiami. To było naprawdę niesprawiedliwe , że przez jedno głupie spóźnienie mam karę. No trudno wyżyję się na siłowni i Harry'm jeśli będę miała pecha i go spotkam.

- I mam karę do końca miesiąca - skończyłam opowiadać Mo co działo się po imprezie.
- Co za typek! Laura musisz coś z tym zrobić.
- Myślisz, że nie wiem? Dobra spadam na lekcje. Do zobaczenia - pocałowałam przyjaciółkę w policzek i ruszyłam w stronę klasy, czyli na drugi koniec szkoły.
- Cześć skarbie - usłyszałam przy uchu.
- Czego chcesz Harry? - zapytałam groźnie patrząc w jego oczy.
- Jedziemy na przejażdżkę - powiedział.
- Sam sobie jedź.
- Oj no przestań i tak wiem, że ze mną pojedziesz, więc nie rób problemu.
- Harry, ja idę na lekcje i mam gdzieś twoje zachcianki - odpowiedziałam i ruszyłam dalej, jednak po chwili wyprzedził mnie i stojąc przede mną złapał za oba nadgarstki. - Harry! Puść mnie do cholery! - próbowałam wyrwać ręce z jego uścisku, ale im dłużej się szamotałam, tym mocniej zaciskał dłonie na moich nadgarstkach, sprawiając mi tym samym coraz więcej bólu.
- Powiedziałem, że jedziemy, a nie lubię jak ktoś mi się sprzeciwia - warknął, a ja mimochodem spojrzałam na jego twarz. Zieleń jego oczu przybrała na intensywności, więc wiedziałam już, że jest porządnie wkurzony. Nie wróżyło to nic dobrego.
- Puść mnie! - krzyknęłam znowu, głośniej niż zamierzałam. Jednak to znowu nie poskutkowało. Szarpnęłam rękami, próbując się wyrwać, ale zamiast mnie puścić, Harry przyciągnął mnie bliżej siebie. Moje zaciśnięte pięści dotykały jego umięśnionej klatki piersiowej,a wokół siebie czułam ciepło jego oddechu. Patrzyłam w oczy tego denerwującego chłopaka, dopóki w końcu mnie nie puścił. Zdziwiło mnie to, że po tak długiej kłótni po prostu odpuścił, ale zrozumiałam dlaczego, dopiero, kiedy zauważyłam, że nie patrzy się już na mnie, a na coś, za moimi plecami. Odwróciłam się i moim oczom ukazała się nauczycielka, z którą powinnam mieć teraz lekcje. Widocznie, tak samo jak ja, była spóźniona.
- Wszystko w porządku? - zapytała, przyglądając się to mi, to Harremu.
- Tak - odparł szybko chłopak - Takie koleżeńskie przepychanki - powiedział, jakby nigdy nic i łokciem szturchnął mnie w przedramię. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc oddałam mu, uderzając z pięści w jego ramie, zdecydowanie mocniej niż on mnie, ale nawet nie drgnął.
- Właśnie - dodałam z uśmiechem.
- Więc skoro już skończyliście, zapraszam cię na lekcje. - zwróciła się do mnie, posyłając mi srogie spojrzenie.
- Tak, tak, już idę. - rzuciłam szybko i nie odzywając się już do Harrego popędziłam za nauczycielką, dziękując jej w duchu za ratunek, którego nawet nie była świadoma.

- Mamo wychodzę!
- Dokąd idziesz? Masz przecież karę - odpowiedziała moja rodzicielka.
- Na siłownie, sama wykupiłaś mi karnet. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam. Dobra idź, ale po tym od razu do domu.
Po jej słowach zatrzasnęłam za sobą drzwi, wsadziłam słuchawki w uszy i ruszyłam w rytm grającej muzyki. Na siłownie nie mam daleko więc po 20 minutach byłam już na miejscu. Mo miała przyjść ze mną, ale zrezygnowała, bo umówiła się na spotkanie z Josh'em. Poszłam do szatni przebrać się w strój do ćwiczeń, zabrałam z torby wodę i poszłam ćwiczyć. Najpierw poszłam na bieżnię, zaczęłam od maszerowania i z czasem zwiększałam prędkość. Biegłam sobie tak przez godzinę i poszłam gdzie indziej. Po kolejnej godzinie ćwiczeń na innych przyrządach  ruszyłam w stronę szatni. Przechodząc obok ringu zauważyłam Harrego trenującego z jakimś mężczyzną. Miał na sobie granatowe spodnie do kolan i adidasy. Gdy wymierzał ciosy jego mięśnie na plecach mocno się napinały. Stanęłam tak i przez jakiś czas go obserwowałam. Był naprawdę dobry w tym, jego ruchy były mocne i zdecydowane, a facet, który z nim trenował co jakiś czas chwiał się do tyłu.
- Dobra na dzisiaj koniec. Świetnie się spisałeś - powiedział facet do Harrego, a ja w tym samym czasie się ocknęłam i szybko ruszyłam do szatni, ale chłopak zdążył mnie zauważyć.
- No cześć Laura. Co ty tu robisz? - zapytał Harry, kiedy stałam do niego odwrócona.
- Przyszłam sobie poćwiczyć - odpowiedziałam i odwróciłam się do niego przodem.
- Wyglądało na to, że przyszłaś pogapić się na mnie, a nie poćwiczyć - stwierdził z uśmiechem na ustach Harry.
- Przywidziało ci się. Nie bądź taki pewny siebie - odpowiedziałam i ruszyłam do szatni. Wzięłam prysznic, przebrałam się w moje ciuchy i wyszłam przed budynek, gdzie czekał Harry oparty o ścianę. Gdy tylko mnie zobaczył ruszył w moją stronę.
- Czekałem na ciebie
- Nie wiem po co. Nigdzie z tobą nie idę.
- Oj daj spokój
- Odwal się Harry, nie chcę mieć przez ciebie kolejnych kłopotów.

***************************************************************

DZIĘKUJE PAOLI ZA NAPISANIE KAWAŁKA TEGO, BO DOPADŁ MNIE STRAAASZNY BRAK WENY ;/ TU JEST JEJ BLOG,  WPADNIJCIE !!! http://lovetheorginals.blogspot.com/

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 4

Obudził mnie niesamowity huk. Przerażona otworzyłam oczy i zobaczyłam, że na dworze zaczęła się burza. Nie minęło dużo czasu kiedy kolejny raz zagrzmiało, a zaraz po tym zaczęła się ulewa. Byłam w to tak zapatrzona, że prawie zeszłam na zawał kiedy drzwi po mojej lewej stronie się otwarły, a po chwili obok mnie siedział już przemoknięty Harry.
- A ty nie powinieneś sapać ? - zapytałam, będąc w ciągłym szoku, bo nie wiedziałam co on o tej porze tutaj robi.
- Muszę coś załatwić, a ciebie odwieźć do domu - odpowiedział nawet na mnie nie patrząc. Dało się wyczuć że jest wkurzony.
- Wreszcie wrócę do domu. Ale jak będę miała kłopoty to cię zabije - powiedziałam a on spojrzał na mnie surowym wzrokiem. - A co idziesz załatwić? - moja ciekawość zawsze ze mną wygrywa.
- Nie interesuj się tym .
- Ojej nie bulwersuj się tak, tylko zapytałam - udawałam wielce obrażoną, ale nie zbyt długo. - A jak ja mam niby wejść do domu? - zapytałam po chwili ciszy.
- Zaskoczę cię, ale przez drzwi.
- Jak wejdę przez drzwi to moi rodzice będą się wypytywać gdzie byłam, a ja powiem że mnie znowu porwałeś i pójdzie na ciebie. Pasuje mi ten pomysł - powiedziałam z naciskiem na słowo ' znowu'.
- Zawsze musisz robić takie problemy?
- Nie musiałabym gdybyś w końcu się ode mnie odczepił - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. Tak naprawdę dopiero teraz zauważyłam ile ma tatuaży. Jego ciemna karnacja i tatuaże świetnie komponowały się z białą bluzką i czarnymi rurkami oraz burzą loków na głowie. Był całkiem przystojny, ale jego charakter wszystko psuł. W całym swoim życiu nie spotkałam jeszcze tak upierdliwej i wkurzającej osoby jak on.
- Co się tak na mnie gapisz? - zapytał z uśmieszkiem.
- Zamyśliłam się, nie wyobrażaj sobie - odpyskowałam i odwróciłam twarz w przeciwną stronę. Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy oprócz grającej muzyki w radiu.
- Zobaczymy sie jutro w szkole - odezwał się Harry gdy stanęliśmy przed moim domem.
- Jakoś nie koniecznie mnie to cieszy - posłałam mu fałszywy uśmiech.
- I tak wiem ze nie możesz się doczekać, aż znowu mnie zobaczysz
- Chyba cię gwizdło jeżeli tak myślisz. Dlaczego uczepiłeś się mnie, a nie ktoś innego? - moja ciekawość robi jak zawsze swoje.
- Bo to ty mi znalazłaś za skórę już pierwszego dnia w szkole a nie ktoś inny - odpowiedział. Mam tego chłopaka naprawdę dosyć. Chciałam jak najszybciej wyjść z samochodu, ale gdy pociągnęłam z klamkę drzwi nawet nie drgnęły.
- Możesz mnie wypuścić? Jeszcze przed chwila tak bardzo się gdzieś spieszyłeś. - Byłam cholernie ciekawa gdzie jedzie, ale postanowiłam dać sobie z nim spokój.
- Ależ oczywiście skarbie - odparł i wyszedł z samochodu. Obszedł go dookoła i otworzył drzwi z mojej strony. Przez moje ścierpnięte nogi ciężej było mi wyjść z auta, ale jakoś sobie poradziłam.
- Znajdę cie jutro gdzieś w szkole.
- Nie liczyłabym na to - odparłam i ruszyłam w stronę domu, wcale się nie obracając. W torebce znalazłam klucze i po cichu przekręciłam zamek. W środku panowała istna cisza i dookoła nie paliło się żadne światło. Stwierdziłam, że rodzice śpią dlatego jak najszybciej, ale i jak najciszej popędziłam do swojego pokoju. Nie chciałam robić żadnego zmieszania, ani hałasu dlatego szybko się umyłam, przebrałam w piżamę i położyłam spać. W między czasie dostałam sms'a od Mo że dotarła do domu. Moje myśli kierowały się ku temu jak uniknąć jutro Harry'ego w szkole, ale po chwili zasnęłam.

- Laura wstawaj w tej chwili i się przygotuj, bo musimy porozmawiać - powiedziała mama wchodząc do mojego pokoju. Po obudzeniu się moją jedyną myślą było to, że jest po mnie. Na pewno nigdzie już nie wyjdę do końca życia albo ograniczą się do miesiąca. Jeżeli tak to Harry na pewno mnie dzisiaj popamięta. Wyskoczyłam z łóżka i po wybraniu ciuchów ruszyłam do łazienki. Umyłam zęby, z pokoju zabrałam torbę z książkami, telefon i zeszłam na dół. W jadalni siedzieli już moi rodzice.
- O której wróciłaś do domu? - zapytał tato, a ja wiedziałam, że będę miała przechlapane.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 3

- Gdzie byłaś? - usłyszałam, gdy tylko zamknęłam drzwi.
- Cześć tato, miło cię widzieć - zignorowałam jego pytanie, lecz on nie odpuścił.
- Laura odpowiedz - powiedział, ale ton jego głosu wciąż był łagodny.
- Razem z Monicą wybrałyśmy się do Sofii. Wiem, że powinnam wrócić wcześniej. Przepraszam.
- Nic się nie stało skarbie - odpowiedział mi z uśmiechem. - Obiad zaraz powinien być.
- To dobrze, bo jestem strasznie głodna - zaśmiałam się chwytając przy okazji mój brzuch. Ja ruszyłam już w stronę schodów żeby zanieść swoją torbę do pokoju, ale nagle przypomniałam sobie o dzisiejszej imprezie.
- Tato?
- Tak Laura, o co chodzi?
- Bo wiesz - zaczęłam podchodząc w jego stronę - Dzisiaj jest impreza u Josha z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Mogę iść? Proszę proszę proszę - dokończyłam i zrobiłam słynne oczy Shrek'a, które zawsze działają.
- Dobrze, ale znasz zasady. Zero alkoholu i sex oraz nie wracasz za późno. Jasne?
- Oczywiście. Dziękuję - pisnęłam z radości, dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam do siebie. Szybko napisałam Mo że mogę iść na imprezę, a ona po paru sekundach odpisała że przyjdzie po mnie o 20.
- Laura obiad gotowy! - usłyszałam głos mamy i pędem ruszyłam na dół.
- Co dzisiaj jemy? - zapytałam radośnie.
- Spaghetti - odpowiedziała mama, a moje oczy momentalnie się zaświeciły. Uwielbiałam to danie, pomimo tego że to zwykły makaron z sosem pomidorowym.
- A jak tam pierwszy dzień w szkole? - zapytała moja rodzicielka, gdy już zaczęliśmy jeść.
- Yyy.. no było - przerwałam próbując wybrać odpowiednie słowo - spoko. Tak tak spoko. - serio Laura już nic głupszego chyba wymyślić nie mogłaś. Gratuluje głupoty - karciłam się w myślach za to co powiedziałam.
- Co się stało?
- Nie dlaczego? Po prostu myślę o dzisiejszej imprezie - odpowiedziałam starając się jakoś ominąć temat szkoły.
- Postaraj się późno nie wracać.
- Dobrze mamo, obiecuję. To ja już pójdę do siebie i zacznę się przygotowywać. Było pyszne jak zawsze mamo - powiedziałam kobiecie i udałam się do swojego pokoju. - W co tu się ubrać ? - pytałam po cichu samą siebie. Może to? Nie to trochę za eleganckie jak na imprezę. A może to? O cholerka, za bardzo oczojebne. Ale za to ten zestaw jest świetny! Boże dlaczego ja ciągle mówię do siebie. Powili zaczynam przypominać własną babcie. Dobra koniec już tym. Szybko udałam się do łazienki aby przestać rozmawiać sama ze sobą. Napuściłam do wanny dużo cieplutkiej wody i zanurzyłam się w niej po samą szyję. W wannie siedziałam jakąś godzinę i przy okazji umyłam włosy. Owinęłam swoje mokre ciało ręcznikiem i wzięłam się za suszenie głowy. Mam długie włosy więc zajęło mi to duuużo czasu. Po tym od razu je wyprostowałam i zabrałam się za makijaż. Do imprezy nie zostało mi dużo czasu bo tylko godzina, może lekko ponad. Po makijażu zabrałam się za paznokcie i w tym samym czasie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Tato otwórz, to pewnie Monica - krzyknęłam z pokoju i dalej malowałam pazurki. Po chwili usłyszałam kroki na schodach i moja drzwi się otwarły, a za nimi stała moja najlepsze przyjaciółka.
- Ty jeszcze nie ubrana?
- Już chwilka, tylko skończę i pójdę się ubrać. Ale powiem ci że wyglądasz ślicznie. Josh oszaleje na twoim punkcie.
- No proszę cię. A zmieniając temat. Jak tam koza? Harry też był? - pytała z ciekawością przy okazji ściszając ton swojego melodyjnego głosu.
- Był i w kozie w ogóle się nie odzywał. Ale za to jak szłam do domu  to mnie porwał
- Że co?!
- Wciągnął mnie siłą do samochodu. Ten koleś jest serio coraz dziwniejszy.
- Trzymaj się od niego z daleka
- Próbuję, ale jak na razie marnie mi to wychodzi - odpowiedziałam i poszłam do łazienki założyć wcześniej przygotowane ubrania. Gotowa popsikałam się jeszcze perfumem i razem z Mo zeszłyśmy na dół.
- Ja lecę, do zobaczenia - krzyknęłam przy drzwiach i wyszłyśmy. Była 20 i zaczynało robić się coraz zimnej, ale mi to nie przeszkadzało. Po drodze opowiadałam Mo mój plan jak zeswatać ją z Josh'em i mam nadzieję że to wypali, bo oni świetnie do siebie pasują, choć ona oczywiście temu zaprzecza.
- Nie będziesz nas swatać.
- No ale dlaczego nie? Świetnie się razem dogadujecie i w ogóle do siebie pasujecie.
- Bo nie chce wyjść na idiotkę. On na pewno nic do mnie nie czuje - powiedziała zasmucona.
- To ja go dzisiaj podpytam i się dowiesz, a jeżeli mu się podobasz to o sama zaczniesz działać albo ja się tym zajmę. Zrozumiano?
- Ohh no dobra. Ale wątpię, że coś z tego wyjdzie
- Pleciesz bzdury i tyle. - stwierdziłam z przekonaniem - Chodź jesteśmy już - dokończyłam z uśmiechem spoglądając na duży dom. Przekroczyłyśmy bramę i już przed domem stało parę osób z kubkami wypełnionymi jakimś trunkiem. W środku aż huczało. Czuć było woń alkoholu i papierosów, jak na każdej imprezie. Przeciskałyśmy się przez tłum ludzi, aby znaleźć domownika co udało nam się dopiero po 10 minutach.
- Josh! Hej! - powiedziałam do chłopaka próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
- Hej wam dziewczyny! Jak się bawicie? - zapytał, ale tylko przez chwilę na mnie popatrzył, bo resztę uwagi poświęcił Mo.
- Dopiero przyszłyśmy i od razu poszłyśmy szukać ciebie! - odkrzyknęła Mo.
- Chcecie jakieś drinki? - zapytał Josh na co Monica ochoczo pokiwała głową.
- Ja dziękuje, bo jeżeli chce jeszcze kiedyś wpaść na imprezę to nie mogę pić - odpowiedział troszkę zasmucona. Oczywiście nie pijałam alkoholu, chyba że jedno piwo ale tylko w wyjątkowych sytuacjach. Są ludzie którzy umieją świetnie bawić się bez alkoholu i ja z pewnością do nich należę.
- My idziemy potańczyć, później najwyżej nas znajdziesz, albo znajdziesz tylko Monicę - oznajmiłam chłopakowi i ciągnąc przyjaciółkę za rękę poszłyśmy potańczyć. Leciały same szybkie kawałki, więc za długo tam nie zostałyśmy. Gdy byłyśmy już na prawdę wykończone ruszyłyśmy w stronę kuchni w celu napicia się czegoś. Tam napotkałyśmy Joh'n, Max'a i Harry'ego i postanowiłyśmy się.... zaraz zaraz Harry?! Co on tu do cholery robi?! Gdybym wiedziała że ON tu będzie to ja na pewno bym się tu nie pojawiła.
No cholera!! Monica też go zauważyła, ale ona nie miała z nim takich problemów jak ja i ruszyła w ich kierunku, a ja żeby nie stać tam jak słup też poszłam.
- Cześć chłopaki. - powiedziała i uśmiechnęła się nawet do Harry'ego, a jeszcze nie dawno kazała mi go unikać.
- Hej dziewczyny - odpowiedział Max z uśmiechem.
- Cześć, my się chyba nie znamy. Harry jestem - powiedział chłopak i wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki.
- Monica, w skrócie Mo - odparła z uśmiechem.
- Cześć Laura - zagadał do mnie lokers, a ja tak bardzo chciałam go unikać - nieźle wyglądasz skarbie - szepnął mi na ucha, a po moim ciele aż przeszły ciarki.
- Taa. Cześć Max, co tam słychać? - zignorowałam Harry'ego i zwróciłam do kolegi.
- A wszystko w porządku, dzięki Laura - odpowiedział puszczając mi oczko na co lekko się zaśmiałam. Widziałam, że Josh przyniósł już Mo alkohol, więc dziewczyna nie za długo utrzyma się na nogach. Mo w żadnym wypadku nie jest jakimś nałogowym alkoholikiem, po prostu uwielbia zabawę i nie kiedy nie umie się powstrzymać. Chwyciłam dziewczynę za ramię i odciągnęłam ją na bok, przy okazji przepraszając chłopaków na moment.
- Słuchaj, chcesz się dowiedzieć czy Josh coś do ciebie czuje? - zapytałam poważnie.
- No chcę chcę.
- To przestań pić. Ja zaraz pójdę z nim pogadać a ty w końcu to odłóż, bo zaraz nie będziesz wiedziała co się dookoła dzieje, a ja nie chcę żebyś później czegoś żałowała. Rozumiesz??
- Dobrze już przestaję. Ale proszę nie rób nic żebym wyszła na idiotkę.
- Obiecuje - odpowiedziałam i podeszłyśmy z powrotem do kumpli. - Josh mogę cię na chwilkę poro....
- Chodź idziemy potańczyć - powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę przerywając w połowie zdania.
- Puść mnie! Nie mam zamiaru z tobą tańczyć! - wyrywałam się ale to nic nie dawało.
- Przestań się opierać
- Cholera człowieku ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Zrozum to wreszcie! - krzyknęłam i myślałam że w końcu odpuści, ale on nie dawał za wygraną.
- Tak tak, ja i tak wiem swoje - odparł z chuligańskim uśmieszkiem.
- Gówno wiesz! Nienawidzę c..- przerwał mi zamykając moje usta w pocałunku.
Z początku nie wiedziałam co się dzieje, ale po chwili się ocknęłam i oderwałam od niego uderzając go w twarz.
- Podła świnia - syknęłam w jego kierunku i odeszłam w miejsce gdzie ostatnio widziałam przyjaciółkę. Na całe szczęście stała tam i gadała z chłopakami, więc postanowiłam podejść.
- Hej Mo możemy pogadać? - zapytałam po cichu dziewczynę, ale jednak na tylko głośno aby usłyszała.
- Pewnie, coś się stało? - zapytała z troską widząc moje zakłopotanie.
- Chodź do łazienki to ci powiem - oznajmiłam i ruszyłam w stronę toalety. Byłyśmy już parę razy u Josh'a w domu, więc mniej więcej wiedziałyśmy co gdzie jest. W łazience na szczęście nikogo nie było, więc szybko tam weszłyśmy i zamknęłyśmy drzwi.
- Co się dzieje Laura? - zapytała mnie Mo
- Harry się stał - odpowiedziałam a patrząc w moje oczy można było zauważyć nienawiść.
- Coś ci zrobił? - spytała trochę nie pewnie.
- O-on... on mnie pocałował. Z początku nie wiedziałam co się dzieję, ale w porę się ogarnęłam i dałam mu w twarz - wyjaśniłam wszystko, natomiast teraz w jej oczach widoczna była ochota zamordowania chłopaka.
- No rozjebie go na kawałki - stwierdziła i już ruszyła w stronę drzwi, ale udało mi się ją zatrzymać.
- Stój! Nie idź nigdzie. Najlepiej będzie jak nikomu o tym nie powiesz, nawet Josh'owi. Po prostu niech to zostanie pomiędzy nami. Okej?
- Ale on cię zranił, zrozum. Nikt tego nie może robić.
- Dobrze, ja wiem. Ale to się już nie powtórzy - zapewniłam ją, a ona po prostu mocno mnie przytuliła.
- Idziemy się jeszcze trochę pobawić, czy spadamy do domu? - spytała, gdy tylko mnie puściła.
- Możemy zostać - uśmiechnęłam się - A jak tam z Josh'em? Widziałam że gadaliście.
- No sama nie wiem. Na razie zostaje tak jak jest, może kiedyś coś z tego wyjdzie - odpowiedział, ale nie była smutna. Wyszłyśmy z toalety,a przed nami pojawił się Styles.
- Możemy pogadać Laura? - zapytał i był aż za nadto uprzejmy, więc wiedziałam że po raz kolejny coś knuje.
- One nie ma ochoty z tobą gadać. Ani teraz ani nigdy więcej, więc spadaj - odpowiedziała Mo. Dobrze wiedziała co w danej chwili czuję, tak jakby czytała mi w myślach.
- A co ty jej prawnik jesteś? - zakpił z niej chłopak.
- A co ci do tego? Jesteś zwykłym dupkiem, a ona się z nimi nie zadaje - odparła ze znaczną złością.
- A z dziwkami się zadaję? Bo z tego co widzę to tak - po raz kolejny z niej zakpił, ale w tym momencie przesadził.
- Odwal się od niej. Ona nie jest dziwką, ale ty jesteś dupkiem i chyba większego na tym świecie się nie da spotkać. Nie mam zamiaru z tobą gadać, ani na ciebie patrzeć, więc zniknij z mojego życia! Daj mi wreszcie spokój! - syknęłam w jego stronę i odeszłam za przyjaciółką. Nikt tak nie będzie mówił o mojej najlepszej przyjaciółce. Dupek jeden! Jeszcze raz wyjedzie z takim tekstem, to może się to dla niego o skończyć bardzo źle. Mo odeszła już szybciej i stała obok chłopaków, a ja poczułam że ktoś ciągnie mnie za łokieć. Pierwsze co pomyślałam to : Harry. Szybko się odwróciłam ale to nie był on, tylko jakiś nawalony typek. Strasznie od niego śmierdział, a on sam ledwo trzymał się na nogach. Próbowałam się wyrywać, ale jak na tak pijanego człowieka był strasznie silny. Zaciągnął mnie w jakiś kąt i pchnął na ścianę. Zaczął się do mnie zbliżać i dobierać się do mnie. Przestraszyłam się nie na żarty i zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej. Nikogo koło nas nie było, a muzyka zagłuszała mój głos. Chłopak zaczął podnosić moją bluzkę, a ja nie miałam możliwości ruchu.
- Nie opieraj się skarbie, wiem że tego chcesz - sapnął mi do ucha. Robiło mi się aż nie dobrze, gdy pomyślałam co może mi się zaraz przydarzyć.
- Zostaw mnie do cholery! Pomocy! - krzyczałam dalej, ale nikt się nie zjawiał. Ten typek zaczął dobierać się do guzika moich spodenek, a w moich oczach pojawiły się łzy. Bałam się, tego co zaraz się stanie, więc zacisnęłam mocno powieki.
- Odwal się od niej! - usłyszałam ale nie rozpoznawałam tego głosu. Po chwili nie czułam na sobie już jego dotyku, ale bałam się otworzyć oczy. Nie wiedziałam co mogę tam zobaczyć, ale się przemogłam i gdy otwarłam to cały obraz był zamazany przez łzy w moich oczach. W końcu poczułam jak ktoś mnie obejmuje.
- Cii już nie płacz. Wszystko w porządku? - zapytał ktoś, a ja wtedy podniosłam wzrok i ujrzałam Harrego. Ale co on tu robił? Przecież on mnie nie znosi, najpierw mi grozi, później rozkazuje i porywa, potem niespodziewanie całuje a teraz jeszcze ratuje? Ja już nic z tego nie rozumiem.
- H-harry?! Znowu ty?! - zdziwiona krzyknęłam na niego.
- Laura posłuchaj..- nie dałam mu dokończyć. Tak wiem uratował mnie, ale to i tak nic nie znaczy.
- Nie! Wiesz dziękuję ci za to że uratowałeś mnie przed tym typkiem, ale i tak uważam cię za dupka. Niestety - powiedziałam i odeszłam. Chciałam już wrócić do domu, Od razu ruszyłam na poszukiwania Mo, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Po drodze natknęłam się na Max'a.
- Hej Max, słuchaj. Jak spotkasz Mo to powiesz jej że już musiałam iść? Będę wdzięczna, bo nigdzie nie mogę jej znaleźć - poprosiłam chłopaka.
- Jasne nie ma sprawy. Odprowadzić cię? - zapytał.
- Nie muszę się sama przejść i pomyśleć. Do zobaczenia w szkole - odparłam i wcześniej się żegnając ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam za bramą i skręciłam w prawą stronę żeby dotrzeć do domu. Nagle ktoś chwycił mnie w pasie i ruszył w przeciwną stronę. Po raz kolejny dzisiaj coś mi się przytrafia. Mam tego serdecznie dosyć.
- Puszczaj mnie! - krzyczałam i zaczęłam się wiercić, ale to nic nie dało. Ten ktoś stanął przed samochodem, otworzył drzwi i mnie tam wepchnął. Było za ciemno żeby rozpoznać kto to jest, ale skądś poznawałam ten samochód. Od razu pociągnęłam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Po chwili ktoś otworzył drzwi z drugiej strony i wsiadł do środka  a moim oczom ukazał się HARRY, po raz kolejny tego dnia.
- Co ty znowu odwalasz?! Co?! - spytałam wściekła.
- Zabieram cię - odparł i popatrzył się na mnie.
- Znowu mnie porywasz?! Harry to nie jest zabawne, ja muszę wracać do domu.
- Co grzeczna córunia musi już być w łóżeczku? - zakpił ze mnie.
- Harry! Nie chcę mieć przez ciebie kłopotów, do cholery! Masz mnie wypuścić, albo jak tak bardzo pragniesz zawieźć do domu!
- Dobrze zawiozę cię - odparł, a ja aż się zdziwiłam że tak szybko się zgodził.
- Dlaczego ty mi to robisz? - spytałam po paru minutach ciszy.
- Bo lubię - odpowiedział.
- Dupek - wyzwałam go.
- Dziwka - odparł, a mnie aż zatkało. Ale ja się tak łatwo nie dam.
- Sukinsyn
- Szmata
- Zdechły kutas
- Auć - powiedział kładąc rękę na klatce piersiowej - zabolało - zaśmiał się i dalej patrzył na drogę. - A może by tak podziękować, za uratowanie ci tyłka?
- A może nie? - odparłam podnosząc jedną brew do góry. Spojrzałam przez okno i zauważyłam, że to nie jest droga która prowadzi do mojego domu - Gdzie ty jedziesz?
- Do domu
- Ale to nie jest droga do mojego domu!
- A kto powiedział, że jedziemy do TWOJEGO domu? - zapytał głupkowato. Miałam ochotę mu przyłożyć, ale nie chciałam spowodować przez to jakiegoś wypadku
- Nienawidzę cię. Zgłoszę to na policję jako porwanie i pójdziesz siedzieć - syknęłam i wiedziałam że się za to wkurzy ale już się go nie boję.
- Mówiłem ci że masz nie mówić przy mnie o więzieniu! - krzyknął na mnie, a jego oczy drastycznie mieniły kolor. Stały się takie ciemne i puste.
- Ups wymksneło mi się - przyłożyłam rękę do ust, ale po chwili dodałam - Ale jakoś nie żałuję - uśmiechnęłam się, a on coraz bardziej się wkurwiał.
- Wydaję mi się, że nie wrócisz już do domu - stwierdził.
- Tak jasne - odparłam, ale on był strasznie poważny - Nie żartuj.
- A wyglądam jakbym żartował? Nie posłuchałaś się więc jakaś kara musi być - odpowiedział.
- Nienawidzę cię - syknęłam i przez resztę drogi się nie odzywałam. On coś tam do mnie mówił, ale jakoś mnie to nie interesowało. Pomyślałam, że jak nie będę się odzywać, to da sobie spokój i odwiezie mnie do domu. Może to chociaż zadziała. Jechaliśmy jeszcze chwilkę i zatrzymaliśmy się przed domem jednorodzinnym, który o dziwo z zewnątrz był ładny. Harry wyszedł z samochodu, obszedł go dookoła i otwarł drzwi z mojej strony.
- Wysiadaj - rozkazał, ale ja się nie odzywałam - Powiedziałem wysiadaj! - warknął, a ja dalej nic.
- Nie odzywasz się, rozumiem. Czyli spędzasz noc w samochodzie - stwierdził, zatrzasnął auto i zamknął
automatycznie. Spojrzałam przez okno, a on kierował się w stronę domu i po chwili drzwi za nim się zatrzasnęły. Cieszyłam się że nie muszę tam wchodzić, ale nie podobało mi się to że przez całą noc będę siedzieć a jego durnym aucie. Spędziłam w tym cholernym samochodzie już jakieś 3 godziny. Harry nie pojawił się nawet ani razu, a ja po prostu zasypiałam. Oparłam głowę o fotel, wyciągnęłam nogi do przodu, zamknęłam oczy i odleciałam. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, a nie siedzieć z tym pacanem.

______________________________________________________________

Dobra jest 3 rozdział. Wiem dużo przekleństw, ale taki charakter będzie miał ten blog. Jeżeli wam się podoba to proszę komentujcie, to dodaj motywacji. Z resztą im więcej komentarzy tym prędzej dodany rozdział. Do NN ;D

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2


- Panno Thomson! Słucha mnie panna? - moje przemyślenia przerwała pani Turner.
- Yyy... j-ja się.. to znaczy... - jąkałam się nie za bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Zostaje panienka po lekcjach - oświadczyła i odwróciła się do mnie plecami.
- Ale że już w pierwszy dzień?! - zapytałam, a w ramach odpowiedzi dostałam jej wrogie spojrzenie. Super! Pierwszy dzień a ja już ląduje w kozie! No zajebiście! Gdy w końcu zadzwonił dzwonek na przerwę, szybkim tempem ruszyłam w stronę naszego miejsca spotkań. Musiałam chwilę poczekać na Mo, ale w końcu się zjawiła. 
- Hej Laura, jak tam pierwsza lekcja? - spytała z entuzjazmem.
- Koszmarnie! Najpierw gdy szłam na lekcje wpadłam na tego osła Harry'ego, później zajął moją ławkę i troszkę się pokłóciliśmy i gdy szedł do innej powiedział że teraz mam się go bać, a na koniec jeszcze ta stara jędza mnie ukarała za niesłuchanie i muszę iść do kozy! Ehh... Nienawidzę szkoły - wyjaśniłam wszystko przyjaciółce. Zauważyłam, że gdy wspominałam o Harry'm jej oczy znacznie zaczęły się powiększać.
- Wiesz że jest już po tobie? On nie da ci żyć! Może ci coś zrobić i wgl! - zaczęła panikować.
- Mo ja się go nie boję, okej? Nic sobie z tego nie robię - próbowałam ją uspokoić.
- A powinnaś bo... - przerwała a jej oczy zrobiły się OGROMNE - Laura H-Harry idzie w tą stronę - wyjąkała.
- Hej maleńka - powiedział głębokim głosem stając obok mnie - Słyszałem, że zostajesz w kozie. Może uda mi się dotrzymać ci towarzystwa - dokończył zdanie. Mrugnął do mnie i za chytrym uśmiechem zniknął mi z oczu, a ja stałam tam jak taki słup. Mo ogarnęła się szybciej niż ja i zaczęła wymachiwać mi ręką przed twarzą.
- Laura! Żyjesz?!
- T-tak. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha? Będę musiała siedzieć w kozie z typkiem którego nie znoszę już po pierwszym dniu. Cholera!
- Spokojnie, nie będziesz zwracała po prostu na niego uwagi. Po lekcjach pójdziemy do twojej siostry na godzinę a potem przyjdziesz tu, odsiedzisz i z głowy. Przecież koza zaczyna się dopiero od 14 a my kończymy o 13 - uspakajała mnie przyjaciółka.
- Tak masz rację. Dobra ja lecę, bo dzwonek już był a mam wf. Do zobaczenia - oznajmiłam dziewczynie i ruszyłam w stronę sali gimnastycznej. Wf to mój ulubiony przedmiot w szkole, bo często gramy w siatkówkę, którą uwielbiam. W szatni było już dużo osób. Szybko się przebrałam i poszłam do magazynku po piłkę. Gdy wróciłam, zaczęłam odbijać w kółku z innymi dziewczynami z klasy. Dobrze nam szło i teraz piłka leciała w moją stronę. Już miałam ją odbić, aż nagle poczułam że lecę do przodu. Uderzyłam całkiem mocno, ale na szczęście nie twarzą. Po chwili wokół mnie zrobiło się wielkie zbiorowisko. Zobaczyłam, że ktoś wyciąga rękę w moim kierunki i gdy zobaczyłam kto to postanowiłam wstać sama. Moim niedoszłym "pomocnikiem" był Harry.
- Nic ci nie jest? - zapytał lokers, co mnie bardzo zdziwiło.
- Jak widzisz żyję - odpowiedziałam ostro.
- Laura przepraszam, nie zauważyłem cię - tłumaczył się Josh. To jednak on na mnie wpadł - pomyślałam.
- Spoko, nic mi nie jest - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Naucz się chodzić - powiedział do niego wkurwiony Harry, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Odwal się od niego - powiedziałam zdenerwowana.
- Bo co mi zrobisz? - głupkowato się uśmiechnął - Wiesz skarbie, że się ciebie nie boje.
- Nie nazywaj mnie tak!
- Mi się to podoba... skarbie - odpowiedział i odszedł puszczając do mnie oczko. Jak on mnie wkurwia! Po prostu go nie znoszę! Moje przemyślenia przerwał pan Brown i podzielił nas na 6 osobowe drużyny. Z kim ja oczywiście byłam?! Z Harrym! Byłam jedyną dziewczyną w drużynie, ale gorsze było to że on też tam był. Graliśmy na samym końcu. Harry wpychał się w moje miejsce jak tylko mógł nie dopuszczając mnie w ogóle do piłki. Miałam tego serdecznie dosyć, bo też chciałam sobie pograć.
- Harry do cholery przestań włazić w moje miejsce!! - krzyknęłam do lokersa a oczy wszystkich skierował się w moją stronę - Też chcę do cholery zagrać!
- Nie drzyj się na mnie! Będziesz grała jak ja ci pozwolę.
- A co ty kurwa moim ojcem jesteś żeby mi rządzić?! - z tymi rozkazami już przesadził. Nikt a już z pewnością on nie będzie mi rozkazywał.
- Już starczy tego. Do szatni proszę - naszą kłótnie przerwał Brown tym samym kończąc lekcje.
- Odwal się ode mnie w końcu - powiedziałam w stronę Harry'ego groźnie i odeszłam w stronę szatni. Szybko się przebrałam i można powiedzieć że biegiem ruszyłam na stołówkę, aby po drodze nie spotkać tego palanta.



- Dlaczego on się tak na mnie uwziął? - pytałam przyjaciółkę gdy stałyśmy z tackami w kolejce.
- Nie mam pojęcia, ale szczerze ci współczuję - odpowiedziała ze współczuciem, choć po chwili jej nastrój znacznie się zmienił - Słuchaj dzisiaj jest impreza z okazji rozpoczęcia szkoły. Pójdziemy tam, zabawimy się a ty w końcu o nim zapomnisz. I kto wie może poznamy jakieś ciacha - zaśmiała się śmiesznie poruszając brwiami.
- Mam dzisiaj kozę, przecież wiesz. Rodzice mnie nie puszczą jak się dowiedzą - moi rodzice nie są surowi, ale jeżeli dowiedzą się że już w pierwszy dzień ląduje w kozie, to klękajcie narody.
- Powiesz im że byłaś u Sofii, ona będzie cie kryć.
- Myślisz? - zapytałam  ze zwątpieniem i przygryzłam lekko wargę.

- No oczywiście. Twoja siostra jest przecież spoko.
- No zgoda - odpowiedziałam już pewnie z uśmiechem na ustach. Wzięłyśmy jedzenie i ruszyłyśmy do naszego stolika. Ludzie w tej szkole są podzieleni w różne grupy. Metalowce, kujony, sportowcy, barbie, muzycy i my. Chyba w każdej szkole tak jest. Razem z Mo często gadamy ze sportowcami. Pewnie teraz pomyślicie że podchodzimy pod te puste lalunie. Otóż nie. Mo jest cheerleaderką, ale normalną. Nie rządzi się ani nic takiego. Zna chłopaków z drużyny przez to że razem jeżdżą na rozgrywki, a mnie poznali przy okazji. Większość chłopaków z " Groźnych buldogów" jest spoko, ale paru z nich należy do tej głupszej części, czyli popisówa, dziewczyny i alkohol. Ale o tym lepiej już nie mówić.
- A tak w ogóle to gdzie będzie ta impreza? - zapytałam i wzięłam jedzenie do buzi.
- U Josha. Pamiętasz? Ten z drużyny. - odpowiedziała
- Tak tak pamiętam. To ten co do ciebie zarywa - zaśmiałam się a ona zmierzyła mnie wzrokiem na co jeszcze bardziej się roześmiałam.
- On do mnie nie zarywa - broniła się.
- Jak to nie. To uśmieszek, to przytulenie. A no i nie spuszcza cię z oka - wystawiłam język w stronę przyjaciółki. Uwielbiamy się razem drażnić albo kłócić dla zabawy o różne pierdoły.
- On jest po prostu...
- Zakochany? - przerwałam jej i dokończyłam za nią.
- Nie znoszę cię - stwierdziła udawając focha.
- Też cię kocham - powiedziałam i akurat zadzwonił dzwonek. Tą lekcję miałyśmy w salach obok siebie. Ona miała fizykę, a ja biologię. Pech chciał że sale były na drugim końcu szkoły, a on była bardzo duża. Szybko wzięłyśmy torby i pobiegłyśmy w odpowiednim kierunku. Zdyszana wleciałam z hukiem do klasy, a pani Lewis siedziała już przy biurku.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - odpowiedziałam kierując się do ławki, którą dzieliłam z Max'em. Kolejny chłopak z drużyny football'owej.
- Byłaś na stołówce? - zapytała nauczycielka.
- Tak
- Dobrze, siadaj. - pani Lewis była jedną z najlepszych nauczycielek w naszej szkole. Była wyrozumiała i dało się z nią normalnie dogadać.
- Hej Laura - przywitał mnie z uśmiechem Max.
- Cześć Max. Jak tam? Co nowego w drużynie?
- W drużynie kolejne nabory i coraz to więcej fajtłap się zgłasza.
- Ouu to nie dobrze. Ale kto jak nie wasz trener ich wyszkoli? - zaśmiałam się.
- Racja, on jest niezastąpiony - odpowiedziała uśmiechając się i oboje skupiliśmy się na lekcji.


- Koza?! Serio w pierwszy dzień? - pytała z niedowierzaniem moja siostra.
- No ale to nie moja wina!
- Ciszej. Jak nie twoja to kogo?
- Taki koleś się do mnie dowalił - odpowiedziałam przypominając sobie wszystkie dzisiejsze sytuacje z Harry'm i mną w rolach głównych.
-To nawet ja taka szybka nie byłam, a często w niej lądowałam - odpowiedziała śmiejąc się ze mnie.
- Po kimś to musiałam odziedziczyć i padło na ciebie - odgryzłam się - Będziesz mnie kryła w domu? Po szkole byłyśmy tu z Mo na godzine, okej?
- No okej okej. A teraz leć i potem do domu.
- Dzięki. Do zobaczenia! - odpowiedziałam siostrze i z powrotem ruszyłam w stronę szkoły. Droga zajęła mi może 10 minut i dotarłam akurat kiedy pan Miller wchodził do klasy. Zajęłam miejsce w ostatniej ławce, włożyłam słuchawki w uszy i oparłam brodę na ręka. Minęło jakieś 15 minut a do klasy wszedł lokowaty idiota. Gdy mnie zobaczył na jego ustach pojawił się ten słynny uśmieszek i zajął miejsce po drugiej stronie klasy także z tyłu. Cały czas się zastanawiam dlaczego akurat ja? Dlaczego to mnie się uczepił a nie kogoś innego. No dobra koniec myślenia o nim. Teraz czas żeby pomyśleć co założę na imprezę. Sukienkę? Nie przepadam za nimi. Może jeansy i jakiś top? Trochę za gorąco na długie spodnie.
- Koniec kary, możecie iść do domu - usłyszałam głos Millera. Zabrałam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Byłam już kawałek za bramą  a obok mnie zaczął jechać wolno czarny samochód. Po chwili szyby w nim się opuściły a za nimi pojawił się Harry.
 - Podwieźć cię skarbie? - zapytał
- Nie mów do mnie skarbie!
- Dlaczego skarbie?
- Czego ty do cholery ode mnie chcesz? Uwziąłeś się na mnie i nie dajesz mi normalnie żyć!
- Jeszcze się przekonasz. Wsiadaj dalej - rozkazał mi.
- Chyba śnisz. Nie będziesz mi rozkazywał - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie szybszym krokiem.
- Kurwa nie mam całego dnia! Wsiadaj!
- Czyżbyś zaczynał się denerwować? Tak mi przykro.
- Nie drażnij mnie!  
- Spadaj, nigdzie z tobą nie jadę - odpowiedziałam i poszłam nie oglądając się. Styles albo odjechał albo się zatrzymał bo nie widziałam samochodu. Po chwili jednak poczułam szarpnięcie za łokieć.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłam do Harry'ego widząc jak ciągnie mnie w stronę samochodu.
- Powiedziałem, że masz wsiadać do samochodu. Nie chciałaś dobrowolnie to będzie siłą - odpowiedział, wepchnął mnie do auta i zamknął drzwi. Szybko chwyciłam klamkę ale drzwi były zamknięte.
- Co do?! Dlaczego te drzwi są zamknięte?! - pytałam krzykiem kiedy chłopak wsiadł do środka.
- Żebyś nie uciekła - odpowiedział jakby to był najoczywistszą rzeczą na świecie.
- Wiesz jak to się nazywa?! To porwanie!
- Oj tak tak. Mów sobie co chcesz.
- Zgotuje ci piekło zobaczysz. Zadzwonie na policje i znowu wsadzą cię do pierdla, tylko teraz już nie wrócisz!- powiedziałam wkurzona a on natychmiastowo stanął na jakimś poboczu i odwrócił swoją wściekłą twarz w moją stronę. Nie dam tego po sobie poznać, ale teraz się go wystraszyłam.
- Nigdy, ale to nigdy nie mów przy mnie o więzieniu. Zrozumiałaś?!
- T-tak.
- Aha i tak w ogóle to zobaczymy kto komu zgotuje piekło - dopowiedział ruszając z powrotem na główną ulicę. Przez resztę drogi się nie odzywałam ani nie patrzyłam w jego stronę, bo kto wie co mi może zrobić. Po jakimś czasie stanęliśmy pod moim domem. Harry wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył drzwi z mojej strony. Ja obrażona wysiadłam z samochodu i nie odzywając się wcale ruszyłam w kierunku drzwi, lecz po chwili poczułam uścisk na moim nadgarstku.
- A może by tak powiedzieć dziękuję?
- Nie prosiłam cię o to. - odpowiedziałam a on zmierzył mnie wzrokiem - Dobra.
Dziękuje że mnie siłą wciągnąłeś do samochodu i odwiozłeś do domu. Zadowolony?
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia skarbie - odpowiedział i po chwili już go nie było.


___________________________________________________



No to mam II rozdział ;) Wiem wiem, słaby i nudny. Przepraszam ;/ postaram się żeby w kolejnym więcej się działo. Komentujcie i obserwujcie a nn będą pojawiały się szybciej :D Jeżeli możecie i chcecie to polecajcie bloga znajomym ^^
 DO NN <3333

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 1

- Cholera Laura rusz się! - krzyknęła moja siostra z dołu. Stała tam od dobrych 20 minut czekając aż ja łaskawie zejdę na dół.
- No już idę, nie drzyj się tak - odkrzyknęłam i po założeniu butów zeszłam na dół. Dzisiaj mamy rozpoczęcie roku szkolnego, a że Sofii jedzie w tamtą stronę to przy okazji mnie podwiezie.
- Dłużej się serio nie dało? - spytała już nieźle zdenerwowana.
- Dałoby się gdybyś się tak nie wkurzała - odpowiedziałam wytykając język, ona przewróciła oczami i wyszła z domu kierując się do samochodu, a ja zaraz za nią.
- Do której jesteś dzisiaj w pracy? - zapytałam w drodze do szkoły.
- Do 18, a co?
- No nic, może wpadniemy tam z Mo - odpowiedziałam, a po chwili byłyśmy przed szkołą. - Dzięki siostra. Do zobaczenia potem - powiedziałam i machając jej krótko ruszyłam w stronę głównego wejścia do szkoły. Minęłam główne drzwi i udałam się do stałego miejsca spotkań z Monicą, czyli naszej ulubionej ławki postawionej przy ścianie jakoś na bocznej części korytarza. Dziewczyna już tam na mnie czekała.
- Hej Mo! - przywitałam się z przyjaciółką.
- Hej Laura! - odpowiedziała - Wiesz kto wrócił do szkoły?? - spytała.
- Kto taki?
- Pamiętasz tego Harry'ego co w zeszłym roku go wydalili?
- No pamiętam coś.
- To jego starzy poszli do dyrektora i udało mu się wrócić
- A co w tym takiego interesującego? - zapytałam
- Jak to co? Przecież to kryminalista, on jest zły - mówiła tak jakby znała go na wylot, a tak na prawdę powtarzała plotki krążące po szkole.
- Mo przecież ty go nie znasz. Skąd możesz wiedzieć jaki on jest? - pytałam dalej.
- Kochana ludzie mówią - odpowiedziała jakby to było najnormalniejszą rzeczą na świecie.
- No właśnie. Sama dobrze wiesz, że to co ludzie mówią a szczególnie w naszej szkole rzadko jest prawdą.
- Gdyby tak nie było to by go nie wywalili - ciągnęła dalej.
- Dobrze. Daj chłopakowi spokój. Bo jeżeli jest tak jak mówisz to lepiej żeby on tego nie słyszał, bo będzie po tobie - powiedziałam żeby już skończyła - A teraz muszę iść, bo pani Turner mnie zabije jeżeli spóźnię się na matme. Do zobaczenia później - pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam w stronę sali C14. Po drodze dostałam sms'a  i nie patrzyłam przed siebie, czego konsekwencją było to że na kogoś wpadłam.
- Przepraszam zagapiłam się na tele...- urwałam dopiero teraz patrząc na osobę z którą się zderzyłam. To był ten cały Harry czy jak mu tam
- Następnym razem bardziej uważaj, bo mogę nie być już taki miły - powiedział i odszedł w stronę mojej sali. Zaraz, zaraz. Mojej sali?! Cholera nie chcę być z nim w jednej klasie! Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha?! No trudno może to jakoś przeżyję - stwierdziłam i ruszyłam w stronę klasy. Przekroczyłam próg sali i spojrzałam w stronę swojej ławki, w której siedział tamten. Postanowiłam się nie dać i podeszłam do niego.
- Sorry ta ławka jest zajęta - powiedziałam starając się być ostra.
- Nie widzę żeby była podpisana - odpowiedział z głupkowatym i fałszywym uśmieszkiem.
- Koleś jeżeli myślisz, że jak wróciłeś nie wiadomo skąd przez to że cię wywalili i wszyscy będą się ciebie bać to się mylisz. Ta ławka jest moja a jak ostatnio sprawdzałam ty tu nie siedziałeś. Więc spływaj - słowa płynęły z moich ust jak lawina. Przyznam, że trochę się bałam jego reakcji, ale nie na tyle żeby mu odpuścić.
- A ja właśnie myślę, że od teraz powinnaś się mnie bać - powiedział wstając i przybliżył swoją twarz do mojej, a oczy wszystkich były skierowane na nas - Ze mną się nie zadziera, skarbie - dokończył i poszedł dwie ławki dalej. Ja zajęłam swoje miejsce, zastanawiając się co oznaczać miały jego słowa..

********************************************

Pierwszy rozdział jest. Wiem, że strasznie krótki ale jeżeli wam się to spodoba to następne będą już dłuższe. Kolejny mam zamiar dodać jak najszybciej ;D Dodawajcie bloga do obserwowanych i komentujcie!!  Będzie mi miło! Paaaa wam! ;>